Choć to Mad Max dla opornych, Black Knight ujął mnie w sposób, jakiego nie mogłam przewidzieć

Black Knight to serial zaskoczenie. Oczekiwałam mrocznego, pesymistycznego postapo, a obejrzałam koreańską produkcję z nutą azjatyckiej lekkości. Bo choć serial osadzony został w strefie cienia, to niepozbawiony jest prześwitów nadziei.

nasze opinie
Pamela Jakiel 15 maja 2023
6
Źrodło fot. Black Knight, Cho Ui-seok, Netflix, 2023.
i

Nie ma nic cenniejszego od powietrza, a literalnie przekonali się o tym bohaterowie serialu Black Knight. Wskutek rozbicia się komety powietrze na Ziemi stało się niezdatne do oddychania, a w postapokaliptycznej rzeczywistości tlen jest dobrem deficytowym. Monopol na produkcję życiodajnego pierwiastka ma żądna zysków korporacja, więc w pierwszej kolejności dostęp do niego mają bogaci. I tak: wyższe warstwy społeczne mieszkają w zamkniętych osiedlach z nieograniczonym dostępem do tlenu, podczas gdy klasy niższe egzystują jedynie dzięki dostawcom, przemierzającym wielkie pustynne przestrzenie, by oprócz butli z drogocenną substancją dostarczyć także… nadzieję.

Dystopia, lecz nie beznadzieja

Tak mniej więcej maluje się tło serialu Black Knight. Sięgając po temat deficytu tlenu, czegoś, bez czego żaden człowiek nie może się obyć, twórcy odwołują się do organicznych, pierwotnych lęków widzów. Wydaje się, że skoro truje nas powietrze, to nie ma już dla nas żadnej przyszłości. Okazuje się jednak, że niekoniecznie. Bo choć świat w serialu Netfliksa jest mroczny, to niepozbawiony światła. Choć dystopijny, to nie beznadziejny. Dlaczego?

Mimo że Black Knight zapowiadane było jako Mad Max od Netfliksa, to nowa produkcja streamingowego giganta nie jest tak przygnębiająca jak wspomniany film, a z przywołanym tytułem łączy go raczej wizualność i protagonista (o tym jednak za chwilę). Serialowa rzeczywistość, pomimo wszystkich swoich niedogodności i panującej niesprawiedliwości, co zaskakujące, nie przytłacza. Nie jest to codzienność, z której ze wszystkich sił chce się uciec. Koreańska produkcja daleka jest od pesymizmu. To nie jest kino dyskomfortu, a dla widzów nieczęsto sięgających po postapokaliptyczne science fiction działa to na plus. Owszem, mamy do czynienia z dystopią, ale daleko jej do wizji znanej chociażby z Drogi Johna Hillcoata. Jeśli zdecydujecie się obejrzeć serial Netfliksa, to możecie być spokojni, że nie zawładnie Wami defetyzm i poczucie beznadziei.

Choć to Mad Max dla opornych, Black Knight ujął mnie w sposób, jakiego nie mogłam przewidzieć - ilustracja #1
Black Knight, Cho Ui-seok, Netflix, 2023.

Dzieje się tak w głównej mierze dlatego, że seria skupia się nie tylko na złych u władzy oraz zdemoralizowanym marginesie społecznym, ale na świecie zwykłych ludzi, którzy zdołali zorganizować sobie życie w takiej rzeczywistości, jaką zastali. Bawią się, grają, śmieją, kochają i wciąż mają marzenia. Zachowują godność w zhańbionym świecie. Serial jest budujący pod tym względem, że pokazuje, iż człowiek ma siłę, by nawet w najgorszym miejscu i najmniej korzystnym czasie stworzyć coś, co ma znaczenie. Pokazuje, że normalne życie może istnieć w nienormalnym świecie i że warto czekać na lepsze jutro, a to jest krzepiące chociażby w odniesieniu do tego, co dzieje się za naszą wschodnią granicą.

Tu dochodzimy do kolejnej ciekawej i pozytywnej kwestii Black Knight. Cały świat przedstawiony, choć to wyobrażona, daleka przyszłość, nie jest całkowicie oderwany od rzeczywistości, jaką znamy, i przez to dość łatwo odnaleźć się w nim komuś, komu postapokaliptyczne klimaty nieszczególnie leżą. Produkcja Netfliksa sięga bowiem nie tylko po te silnie zakorzenione, pierwotne lęki, o których wspominałam na początku, ale przywołuje też te całkiem świeże.

Znajdziemy w serialu echa pandemii, teorii spiskowych związanych ze szczepionkami, problemu zmian klimatycznych. Ikonografia serialu jest nam znana, bliska – maski, szczepionki. Niby więc mamy do czynienia z dystopią, ale dość łatwo się w niej odnaleźć i wczuć w ten świat, przez co prościej nam zrozumieć doświadczenia bohaterów i odnieść je do siebie.

Buntownik nie bez powodu

Skoro o bohaterach mowa, to w tym miejscu należy oddać sprawiedliwość protagoniście, tytułowemu Czarnemu Rycerzowi, znanemu jako 5-8. Stanowi on jedno z najważniejszych podobieństw pomiędzy koreańską serią a przywoływanym przy jej okazji Mad Maxem. W obu przypadkach protagonista walczy z niesprawiedliwością, toczy boje o lepsze jutro dla ludu. Black Knighta łatwiej jednak polubić i prościej się z nim utożsamić niż z postacią graną przez Mela Gibsona. 5-8 został psychologicznie podbudowany i wiemy o nim stosunkowo dużo.

Choć to Mad Max dla opornych, Black Knight ujął mnie w sposób, jakiego nie mogłam przewidzieć - ilustracja #2
Black Knight, Cho Ui-seok, Netflix, 2023.

Jednocześnie protagonista to jeden z najjaśniejszych punktów tego widowiska. To rycerz przyszłości, rycerz na złe czasy. Jest klasycznym bohaterem i postacią, za którą dobrze się podąża – przyzwoicie skonstruowaną i odpowiednio zagraną przez Woo-bin Kima, aktora, którego kamera lubi. Black Knight to jeden z tych milczących protagonistów w typie Johna Wicka, którzy nie muszą wiele mówić, byśmy wiedzieli, jak bardzo są potężni. Czasami jednak miałam wrażenie, że tytułowej postaci jest w serialu za mało. Niejednokrotnie fabuła odchodzi od 5-8 i skupia się na innych bohaterach, a wtedy protagonista ginie w gąszczu akcji i intryg.

Jednym z najbardziej zapadających w pamięć serialowych ujęć jest to, kiedy 5-8, jadąc ciężarówką z dostawą tlenu przez pustkowie, pali papierosa. Ktoś powie, że to scenariuszowa głupota (pomijam już fakt, kto wpadł na pomysł, by w takim świecie produkować papierosy), ale ja w tym widzę sposób na podkreślenie charakteru bohatera. To buntownik, a jego bunt paradoksalnie polega na tym, że działa na rzecz innych, nie dla siebie.

Blade Runner spotyka Mad Maxa

Dwie wizualne inspiracje wydają się w Black Knight szczególnie silne. W scenach rozgrywających się „w plenerze” możemy dopatrywać się podobieństw do Mad Maxa, we wnętrzach zaś – do Blade Runnera 2049. Reżyserowi można pogratulować zmysłu estetycznego i wizualnego wyczucia – nic dziwnego, w końcu Cho Ui-seok pracował przy wcześniejszych projektach jako operator.

Fani estetyki, w jakiej utrzymano film Denisa Villeneuve’a z 2017 roku, powinni być zadowoleni tym, co serwuje Koreańczyk. Ujęcia w nowoczesnych bunkrach przypominają zdjęcia z magazynu wnętrzarskiego, a wysmakowane minimalistyczne kadry cieszą oko. Same zaś pustynne, spowite pyłem sceny i efekty specjalne przynoszą klimat znany z Max Maxa, i choć na ogół są udane, to nie dorównują poziomem wspomnianemu tytułowi. Esteci będą zadowoleni, lecz nie zachwyceni.

Choć to Mad Max dla opornych, Black Knight ujął mnie w sposób, jakiego nie mogłam przewidzieć - ilustracja #3
Black Knight, Cho Ui-seok, Netflix, 2023.

O ile samą wizualność oceniam na plus, to na innych płaszczyznach widoczne są niedociągnięcia. Fabuła, która na początku wydaje się nieco zagmatwana, ostatecznie przynosi rozwiązanie, które może rozczarowywać. Serial zapowiadano jako postapo o relacji mistrz – uczeń, tymczasem dopiero w środku serii ten temat faktycznie wybrzmiewa. Sama fabuła niestety nie jest szczególnie wciągająca, a historia okazuje się dość tendencyjna. Kilka ciekawych punktów zwrotnych, dobra reżyserska praca przy scenach walk i sprawna realizacja pościgów to jednak za mało, by serial mógł zachwycić.

Największą bolączką produkcji jest to, że brakuje w niej głównej myśli. Wiodący motyw, który powinien być wyraźny, wydaje się blady i rozrzedzony. Bo skoro jest to serial opowiadający o walce z nierównościami, z podziałem społeczeństwa na kategorie, o niesprawiedliwym, krzywdzącym systemie, to jednak chciałoby się, by jego wymowa była silniejsza, by przesłanie było jasne – wtedy to wszystko wzbudzałoby silniejsze emocje. Tymczasem emocje są tym, czego w serii najbardziej brakuje. I na tej płaszczyźnie w porównaniu z Blade Runnerem czy Mad Maxem wypada ona najsłabiej.

Koreański powiew świeżości

Na końcu wróćmy do kwestii najważniejszej. Black Knight nie jest typowym postapo, ponieważ dzięki temu, że to produkcja koreańska, zapewnia podgatunkowi pewien powiew świeżości. Zawiera bowiem specyficzne, charakterystyczne dla kina dla koreańskiego i azjatyckiego w ogóle elementy humorystyczne. Sceny uroczego, pociesznego azjatyckiego humoru przywodzą na myśl Parasite Joon-ho Bonga czy nawet scenki z codzienności z filmów Hirokazu Koreedy. Dodatkowo serial zawiera elementy, za które lubimy kino azjatyckie: trochę „dziwności”, trochę lekkości, do tego nuta przemocy. Sceny obyczajowe ożywiają serię, wątki normalnych mieszkańców nadają wdzięk, który zgrabnie równoważy dystopijny klimat.

Choć to Mad Max dla opornych, Black Knight ujął mnie w sposób, jakiego nie mogłam przewidzieć - ilustracja #4
Black Knight, Cho Ui-seok, Netflix, 2023.

To, że mamy do czynienia z produkcją koreańską, stanowi więc jedną z największych zalet tego serialu. Jeśli na podstawie tego samego scenariusza serial zostałby nakręcony przez Amerykanów i osadzony byłby nie w Korei, a Stanach, straciłby to, co w nim najlepsze – orientalnego ducha. Sama fabuła nie jest bowiem porywająca, a to tchnienie inności zdecydowanie działa na plus. Black Knight jest więc produkcją odpowiednią nawet bardziej dla fanów kina azjatyckiego niż dla miłośników science fiction.

Black Knight to taki trochę rozcieńczony Mad Max, science fiction dla opornych i lekkostrawne postapo. Z pewnością nie jest to produkcja przełomowa, ale przyzwoita, szczególnie jak na Netfliksa. Miłośnicy trudnego science fiction mogą być odrobinę rozczarowani, ale fani azjatyckiego kina nie powinni narzekać. Serial, choć nie porywa, to oferuje doświadczenie koreańskiej kinematografii ze specyficznym urokiem.

NASZA OCENA: 6/10

Pamela Jakiel

Pamela Jakiel

Filmoznawczyni, absolwentka MISH Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jej praca magisterska dotyczyła nowej duchowości w kinie współczesnym. Redaktorka serwisu Filmomaniak od kwietnia 2023 roku, wspiera redaktora prowadzącego i szefową wszystkich newsmanów. Wcześniej pisała do naEkranie. Jeśli po raz setny nie ogląda Dziewiątych wrót, to po raz pierwszy czyta książki Therese Bohman i Donny Tartt. Woli gnozę od grozy, dramaty od horrorów, Junga od Freuda. W muzeach tropi obrazy symbolistów. Biega długie dystanse, jeszcze dłuższe pokonuje gravelem. Uwielbia jamniki.

Rozmawiamy z Marią Dębską, Maciejem Musiałem oraz twórcami serialu Kiedy ślub?

Rozmawiamy z Marią Dębską, Maciejem Musiałem oraz twórcami serialu Kiedy ślub?

Rojst Millenium - recenzja. To świetne zakończenie, które rozwiązuje problemy serialu

Rojst Millenium - recenzja. To świetne zakończenie, które rozwiązuje problemy serialu

Diuna 2 - recenzja. To przerażające widowisko, po którym zwątpiłem w ludzkość

Diuna 2 - recenzja. To przerażające widowisko, po którym zwątpiłem w ludzkość

Argylle. Tajny szpieg - recenzja. Oto komedia szpiegowska, która zamęczy Cię zwrotami akcji

Argylle. Tajny szpieg - recenzja. Oto komedia szpiegowska, która zamęczy Cię zwrotami akcji

Cel uświęca środki? Tych decyzji dla dobra filmu reżyserzy się wstydzą, a przynajmniej powinni

Cel uświęca środki? Tych decyzji dla dobra filmu reżyserzy się wstydzą, a przynajmniej powinni