Filmomaniak.pl Newsroom Filmy Seriale Obsada Netflix HBO Amazon Disney+ TvFilmy
Wiadomość filmy i seriale 14 listopada 2022, 16:13

autor: Karol Laska

1899 Netflixa kusi tajemnicą, ale zawodzi wszystkim innym

Dużo mroku, powagi i tajemniczości płynie z pierwszych sześciu odcinków 1899. Serial Netflixa od samego początku intryguje i trzyma w napięciu, ale za wolno odkrywa karty, a i zapomina po drodze o ciekawych postaciach i prawdziwych emocjach.

Źrodło fot. 1899, reż. Baran bo Odar i Jantje Friese, Netflix 2022
i

Muszę przyznać, że czekałem na 1899 z wielką niecierpliwością i nadzieją. Co prawda starszego serialu tych samych twórców, Dark, nie oglądałem, ale nasłuchałem się wiele o jego złożoności i atrakcyjności. Skoro więc nie musiałem martwić się o warsztat, to raczej rozumiecie, że wizja realizacji historii o grupie pasażerów statku zamieszanych w czasoprzestrzenne, paranormalne ekscesy rodem z wymyślnych teorii o Trójkącie Bermudzkim była dla mnie skazana na sukces. I to nie tylko taki komercyjny, ale i artystyczny.

O ten pierwszy będzie raczej łatwo. Wielonarodowa gwiazdorska obsada, wysoka jakość produkcyjna, ukochany przez ludzi gatunek science fiction, a na dokładkę łatka „serial twórców Dark”, która z automatu czyni 1899 gorącym kąskiem. Zwłaszcza że co odcinek raczeni jesteśmy zwrotami akcji przypominającymi największe filmowe mózgotrzepy Christophera Nolana – materiału do fanowskich analiz i dyskusji będzie więc co niemiara.

Na ten moment nie nazwałbym jednak 1899 sukcesem artystycznym. Zawiła intryga co prawda trzyma przy ekranie i próbuje wyciągnąć widza ze strefy odbiorczego komfortu, ale nie zgadza się tu za wiele na poziomie najprostszych scenariuszowych drobiazgów. Nie wierzę tu w żadną relację, boli mnie co drugi dialog, nudzi co drugi wątek niezwiązany z główną tajemnicą. Pytanie więc brzmi: twórcy nie zdążyli mi jeszcze wszystkiego powiedzieć czy może w ogóle nie zamierzają? Bo jeżeli większość odpowiedzi jest przede mną – 1899 ma być bowiem przedsięwzięciem multisezonowym – to sorry, ale poszczególne akcenty w scenariuszu zostały rozłożone bardzo nienaturalnie.

Prometejski ogień tli się gdzieś w oddali

Wróćmy jednak na chwilę do pisanej wielkimi literami TAJEMNICY, którą twórcy na przestrzeni tych kilku odcinków kuszą, czasem nawet i szpanują, a parafrazując panią Agnieszkę Holland: nawet „się brandzlują”. Czy jest się czym chwalić, czy jest co ukrywać, czy jest czym nadwerężać cierpliwość widzów? Wielokrotnie podczas seansu, pomiędzy jednym a drugim ziewnięciem, zastanawiałem się nad tym faktem, ale po sześciu obejrzanych epizodach mogę ze względną pewnością odpowiedzieć: tak, jest.

Baran bo Odar oraz Jantje Friese po raz kolejny parają się wręcz szamańskimi zdolnościami rozpalania ciekawości odbiorcy. W zależności od oglądanego odcinka zmieniała się moja perspektywa na przedstawiane wydarzenia, konkretne postaci okazywały się wcale nie być personami, za które je miałem, a odkrycie jednej tajemnicy rodziło dwa kolejne sekrety – w końcu wiem, co czuł Herkules, walcząc z Hydrą. Moment zrozumienia części intrygi wcale nie czynił 1899 bardziej klarownym, ale właśnie dzięki temu chce się śledzić główny wątek dalej.

1899 Netflixa kusi tajemnicą, ale zawodzi wszystkim innym - ilustracja #1
1899, reż. Baran bo Odar i Jantje Friese, Netflix 2022

Wspomniany twórczy duet raz jeszcze wziął się także za koncept wielowymiarowości. Zabawa wszelkimi prawidłami kontinuum czasoprzestrzennego ewidentnie daje scenarzystom wiele przyjemności, szczególnie tej sadystycznej, wynikającej z kłopotania próbujących rozgryźć stos multiwersalnych pułapek widzów. Ja nawet nie próbuję, ale całkiem interesująco się obcuje z serialem, który na każdym kroku prowokuje do łączenia kropek i odczytywania znaków.

Szkoda jedynie, że ta pisana wielkimi literami TAJEMNICA zostaje podana w tak bardzo poważny sposób. Nie oczekuję od każdego dzieła kultury luzu czy puszczanego co dwa zdania żarciku, ale już na pewno trochę dystansu do obieranej konwencji. Cała ta pompatyczność i nieprzenikniony mrok w akompaniamencie wiecznie smutnych twarzy, krzyków i szaroburych kolorów sprawiają, że brakuje mi w 1899 naturalności. A bez niej ciężko o poprowadzenie chociaż jednego dobrego dialogu pomiędzy dwoma postaciami, który nie polegałby na próbie rozwikłania zagadki Prometeusza.

Wysokie ryzyko zderzenia z górą lodową

Brak rzeczonej naturalności rodzi bowiem sztywność. Sztywność nie jest mile widziana w filmach i serialach, zwłaszcza w takich, które rozgrywają się w jednym miejscu akcji przepełnionym bohaterami aż proszącymi się o ciekawe nakreślenie. Każdy dialog wypowiadany jest tu jakby bezemocjonalnie, a głębsza relacja pomiędzy danymi postaciami rodzi się na bazie wymiany kilku zdań. I to nie byle jaka głębsza relacja, tylko coś na granicy miłości od pierwszego wejrzenia.

Musicie też wiedzieć, że w wątek science fiction wpleciony tu zostaje również aspekt psychologiczny, bo jedna z ważnych dla fabuły figur ma fioła na punkcie poznawania ludzkich mózgów. W związku z tym wchodzimy do głowy niemal każdej drugoplanowej postaci, by zrozumieć jej traumę, zgorzknienie czy chociażby aktualny stan emocjonalny. Na papierze – dla mnie bomba. Fajnie, że twórcy oprócz dosłownej prezentacji czasoprzestrzennej wielowymiarowości również swoich bohaterów traktują wielowymiarowo.

W praktyce jednak introspekcje te wypadają co najwyżej płytko, gdyż dopisują do danego bohatera nie całe fabularne i emocjonalne tło, lecz jedną cechę charakteru określoną przez konkretne wydarzenie z przeszłości. Marudny i surowy kapitan okazuje się więc marudny i surowy przez pewną rodzinną tragedię, ale tak w zasadzie to nie można o nim powiedzieć nic więcej. A funkcjonuje tu jako jeden z protagonistów! Musimy więc temu surowemu marudzie towarzyszyć przez wiele minut, jednocześnie go rozumiejąc i nie lubiąc. Można to zresztą powiedzieć o niemal wszystkich postaciach (nawet tej odgrywanej przez Polaka, Macieja Musiała – miło jednak, że ma on tu do zagrania coś więcej niż w Wiedźminie).

1899 Netflixa kusi tajemnicą, ale zawodzi wszystkim innym - ilustracja #2
1899, reż. Baran bo Odar i Jantje Friese, Netflix 2022

Gorzej, że wiele tych nudnawych traum eksploatowanych jest w serialu do bólu. Kiedy już wiemy, dlaczego dany człowiek zachowuje się tak, a nie inaczej, to i tak musi nam to zostać przypomniane za pośrednictwem niezbyt zręcznie napisanej, wręcz ekspozycyjnej linii dialogowej czy ponownej retrospekcji. Trochę to dziwne, że inteligencja widza jest kwestionowana na poziomie wątków stricte emocjonalnych, a wystawia się ją na nie lada próbę, jeśli chodzi o kwestie logiczne i światotwórcze.

Czy ten lodołamacz zatonie?

Jeżeli więc mam być szczery, to powiem, że 1899 okropnie mnie wymęczyło – bardziej jako historia o ludziach niż intryga. Pobieżnie zarysowane portrety psychologiczne, nienaturalnie napisane dialogi i nieatrakcyjnie poprowadzone wątki drugoplanowe pociągają za sobą główną oś fabularną na samo dno. To ten rodzaj historii, w której trudno nawet o zapamiętanie imion poszczególnych bohaterów.

Jeżeli jednak szukacie w tym serialu pisanej wielkimi literami TAJEMNICY, to ta powinna chwycić za fraki i nie puścić aż do finału (zakładając, że Netflix da zielone światło kolejnym sezonom). Co prawda deprymuje bardzo powolne odkrywanie kart, ale widać, że ludzie odpowiedzialni za 1899 mają w głowie obmyślony naprawdę konkretny świat przedstawiony – koncepcyjnie znakomity, pod względem treści trochę wybrakowany. Ja raczej z tego statku wysiadam, choćby i w dziurawej szalupie, ale wierzę, że wielu z Was będzie zadowolonych. Życzę więc miłego rejsu, byle tylko nie tak traumatyzującego, jak dla serialowych nieszczęśników.

Ocena: 6/10

Karol Laska

Karol Laska

Swoją żurnalistyczną przygodę rozpoczął na osobistym blogu, którego nazwy już nie warto przytaczać. Następnie interpretował irańskie dramaty i Jokera, pisząc dla świętej pamięci Fali Kina. Dziennikarskie kompetencje uzasadnia ukończeniem filmoznawstwa na UJ, ale pracę dyplomową napisał stricte groznawczą. W GOL-u działa od marca 2020 roku, na początku skrobał na potęgę o kinematografii, następnie wbił do newsroomu, a w pewnym momencie stał się człowiekiem od wszystkiego. Aktualnie redaguje i tworzy treści w dziale publicystyki. Od lat męczy najdziwniejsze „indyki” i ogląda arthouse’owe filmy – ubóstwia surrealizm i postmodernizm. Docenia siłę absurdu. Pewnie dlatego zdecydował się przez 2 lata biegać na B-klasowych boiskach jako sędzia piłkarski (z marnym skutkiem). Przesadnie filozofuje, więc uważajcie na jego teksty.

więcej