Wiedźmin raczej nie wstanie już z kolan, Netflix powinien postawić na inną serię fantasy

Wiedźmin miał być twarzą fantasy Netflixa. Ta twarz jednak nie wygląda najlepiej, może więc czas postawić na coś innego? Tym bardziej że na platformie jest serial z tego gatunku, który lepiej przeszedł próbę, ciesząc się większą sympatią widzów.

nasze opinie
Edyta Jastrzębska 22 marca 2023
28
Źrodło fot. Cień i kość, Eric Heisserer, Netflix, 2021
i

Wątpliwe wybory kreatywne, odejście Henry’ego Cavilla, miażdżące recenzje – Wiedźmin otrzymał tak wiele ciosów, że ciężko uwierzyć w to, aby produkcje Netflixa z tego uniwersum miały jeszcze odnieść sukces. Wielu miłośników tego świata serialowo-filmową serię spisało już na straty. Niestety, choć powieści i gry zaskarbiły serca wielu odbiorców, tego samego nie udało się osiągnąć serialom.

Netflix jednak dalej w nie inwestuje, nie tylko planując czwarty sezon głównej serii, już bez Henry’ego Cavilla, ale też ponoć pracując nad kolejnym spin-offem. Po rozczarowującym Rodowodzie krwi miałaby nim być opowieść o Szczurach. Interesujący wybór, biorąc pod uwagę to, że nie cieszą się oni sympatią fanów serii. Czy okaże się to kolejną wątpliwą decyzją twórców? O tym jeszcze się przekonamy.

Czy porażka Wiedźmina znaczy, że Netflix nie ma nic do zaoferowania fanom fantasy? Ano nie. W bibliotece giganta streamingowego kryje się także inny serial z tego gatunku, który moim zdaniem z porównania z Wiedźminem wychodzi zwycięsko, a to przecież dzieło na podstawie powieści Andrzeja Sapkowskiego miało być jedną z flagowych produkcji tej platformy.

Cień i kość wkracza, by ocalić honor fantasy Netflixa

Wiedźmin raczej nie wstanie już z kolan, Netflix powinien postawić na inną serię fantasy - ilustracja #1
Cień i kość, Eric Heisserer, Netflix, 2021

Początkowo jednak Cień i kość, o którym mowa, nie wzbudził mojego zainteresowania. Z marszu odrzuciło mnie to, że opiera się na powieści dla nastolatków (young adult). Prędko jednak udowodniono mi, że popełniłam błąd, oceniając książkę po okładce. Dobre słowa o serialu ze strony znajomych sprawiły, że postanowiłam dać mu szansę. I okazało się, że wcale nie było to złą decyzją. Serial, choć ma swoje mankamenty, urzekł mnie na tyle, że ekspresowo obejrzałam pierwszy sezon. I choć Cień i kość nie był najbardziej wyczekiwaną przeze mnie serią, drugi sezon także znajdował się na moim radarze. A po jego premierze zaledwie dwa dni zajęło mi pochłonięcie całego materiału.

Ale o czym tak właściwie jest Cień i kość? Historia, jak na gatunek YA, jest bardzo sztampowa. W jej centrum mamy bohaterkę, która jest tą „wybraną” i ma wszystkich ocalić. Ale przed czym? Zacznę może od tego, z jakim światem mamy do czynienia. Ten akurat jest całkiem ciekawy. Cień i kość zabiera nas do krainy, gdzie obok ludzi żyją „magowie” o niezwykłych zdolnościach, Grisze, posługujący się tzw. Małą Nauką, która pozwala im manipulować wiatrem, ogniem, metalem i innymi rzeczami, w zależności od tego, z jakim darem dany Grisza się urodził. Ze względu na swoje zdolności Grisze są napiętnowani i nie na całym świecie mogą liczyć na akceptację.

Wiedźmin raczej nie wstanie już z kolan, Netflix powinien postawić na inną serię fantasy - ilustracja #2
Cień i kość, Eric Heisserer, Netflix, 2021

Akcja zaś rozgrywa się przede wszystkim w Ravce, kraju, który został podzielony przez ogromną Fałdę. Wewnątrz niej żyją niebezpieczne potwory, zaś sam kraj sąsiaduje z wrogami, przez co ów podział jest dotkliwszy dla narodu, ponieważ kontakt obu części jest ograniczony. I właśnie z Fałdą i związanymi z nią zagrożeniami ma rozprawić się niezwykła główna bohaterka o niespotykanym darze. Rozumiecie więc, czemu początkowo miałam opory przed obejrzeniem tego serialu?

Czy da się słabe strony uczynić mocnymi? Eric Heisserer wie, jak to zrobić

Od razu zaznaczę, że Cień i kość nie jest serialem wybitnym. Jedynie dobrym, poprawnym, lekko naiwnym i prostym, co nie jest niczym złym. Nie każda seria musi być telewizyjnym fenomenem, by oglądanie jej było przyjemne. A ekranizację książek Leigh Bardugo ogląda się dobrze. Ma wszystko, czego potrzeba – intrygujący świat, wzbudzających sympatię bohaterów i wciągającą historię, którą showrunner i scenarzyści dobrze prowadzą, wcale nie unikając zmian względem materiału źródłowego. Nie boją się ich, ale jednocześnie dbają o to, aby były w zgodzie z tym, co stworzyła autorka powieści. Na pewno dokonanie tego zadania ułatwia to, że Bardugo chętnie współpracuje z Erikiem Heissererem, showrunnerem, udzielając na jego pytania obszernych odpowiedzi i pomagając mu przy obmyślaniu nowych wątków, nieznanych z książek, jeśli zachodzi taka potrzeba.

Wiedźmin raczej nie wstanie już z kolan, Netflix powinien postawić na inną serię fantasy - ilustracja #3
Cień i kość, Eric Heisserer, Netflix, 2021

Nie ma jednak sensu oczekiwać, że wręcz z maniakalną dokładnością będzie tu budowany zawiły świat fantasy, w którym pieczołowicie zostanie dopracowany każdy szczegół. Pomysł na Grishaverse jest całkiem prosty, ale konkretny, sensowny i ciekawy, tym bardziej że czerpie z carskiej Rosji i kultur dalekowschodnich. Największą siłą tego serialu jest jednak to, co początkowo wydawało się, że będzie jego słabością. Mowa o pewnej lekkości i humorystyczności, która jest normalna w YA – w końcu to opowieści skierowane do nastolatków. Nie będą zatem tak ciężkie, jak te przeznaczone dla starszych odbiorców. I to nie tylko wyróżnia Cień i kość na tle innych seriali fantasy (nawet jeśli, oczywiście, nie jest niczym odkrywczym), które obecnie są emitowanie, ale pokazuje, że twórcy doskonale wiedzą, czym jest ta historia, i stawiają na to, zamiast udawać lub próbować być czymś więcej. Zresztą twórca sam przyznał podczas jednego z wywiadów, że gatunek YA nie jest powodem do wstydu, i w pełni akceptuje to, co się z nim wiąże. Jak wynika z jego wypowiedzi, stara się on z szacunkiem podejść do tego, co stworzyła autorka, a ja myślę, że mu się to udało.

Cień i kość znalazł swoją niszę, dzięki czemu twórcom udało się wokół dzieła zebrać rzeszę fanów, wśród których znajdują się nie tylko miłośnicy książek z tej serii. W tej grupie znajdują się także osoby, które poza serialem wcześniej z tym światem nie miały do czynienia. W przeciwieństwie do netflixowego Wiedźmina, który oczywiście także ma swoich fanów, na ekranizację powieści Bardugo nie znajdziemy w sieci tak licznych narzekań. W przeważającej liczbie mamy do czynienia z pozytywnym odbiorem (z ocen na Rotten Tomatoes wynika, że pod tym względem bardzo zgodni są ze sobą widzowie i recenzenci), co dla giganta powinno być sygnałem, że może ich twarzą fantasy powinna jednak zostać inna seria.

Cień i kość na Netfliksie czeka rozkwit?

Zaakceptowanie pochodzenia i charakteru Cienia i kości wyszło twórcom na dobre, bo dzięki temu powstała przyjemna, oferująca dobrą rozrywkę produkcja o zawadiackim charakterze. Szczególnie wtedy, gdy na ekranie pojawiają się Wrony, czyli jeden z mocniejszych punktów serialu. Zarówno w pierwszym sezonie, jak i w drugim, to właśnie ich wątki są najbardziej wciągającymi elementami serii. Fani ich uwielbiają. Wystarczy wejść na Twittera, Reddita czy Tumblr, i od razu można zobaczyć, jaką sympatią są darzeni.

Wiedźmin raczej nie wstanie już z kolan, Netflix powinien postawić na inną serię fantasy - ilustracja #4
Cień i kość, Eric Heisserer, Netflix, 2021

Twórcy najwyraźniej to dostrzegli i postanowili od razu przystąpić do pracy nad spin-offem Szóstka wron. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że scenariusze są gotowe i ekipa czeka tylko na zielone światło od Netflixa. I mam nadzieję, że je dostanie, bo po tym, co pokazał Cień i kość, mam ochotę na więcej historii z tego świata. Jak pisałam, nie są one niczym wybitnym, ale są za to na tyle dobrze zrobione, żeby oderwanie się od nich było trudne.

A opowieść o Wronach? Ma spory potencjał, tym bardziej że może być czymś poważniejszym i mroczniejszym od głównej historii, biorąc pod uwagę to, że ich wątki już w głównym serialu miały dojrzalszy ton. Już teraz mogę powiedzieć, że o wiele bardziej jestem zainteresowana tym potencjalnym serialem niż kolejnym spin-offem Wiedźmina, tym razem o Szczurach, który nawet jako sam pomysł nie wzbudza u mnie pozytywniejszych odczuć. Podobnie jak coraz bardziej ciężkostrawny główny serial. Książki Andrzeja Sapkowskiego uwielbiam, zresztą podobnie jest z grami CD Projekt Red, jednak jeśli chodzi o serial… Powiedzmy, że znam ciekawsze rozrywki.

Edyta Jastrzębska

Edyta Jastrzębska

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej oraz kulturoznawstwa, od początku kariery związana z GRYOnline.pl. Zaczynała jako jeden z newsmanów w dziale filmowym, obecnie dogląda newsroomu filmowego, gdzie zajmuje się również korektą. Świetnie odnajduje się w tematyce filmowo-serialowej zarówno tej osadzonej w rzeczywistości, jak i w fantastyce. Na bieżąco śledzi branżowe trendy, jednak w wolnym czasie najchętniej sięga po tytuły mniej znane. Z popularnymi zaś ma skomplikowaną relację, przez co do wielu przekonuje się dopiero, gdy szum wokół nich ucichnie. Wieczory uwielbia spędzać nie tylko przy filmach, serialach, książkach, a nawet grach wideo, ale też przy RPG-ach tekstowych, w których siedzi od kilkunastu lat.

„Aktorstwo otacza mit, który próbuję odczarować”. Z Vanessą Aleksander rozmawiamy o polskim The Office

„Aktorstwo otacza mit, który próbuję odczarować”. Z Vanessą Aleksander rozmawiamy o polskim The Office

Anatomia upadku to najlepszy dramat sądowy tego roku

Anatomia upadku to najlepszy dramat sądowy tego roku

Czy Constantine 2 w końcu powstaje? Reżyser filmu przerywa milczenie i komentuje sytuację sequela

Czy Constantine 2 w końcu powstaje? Reżyser filmu przerywa milczenie i komentuje sytuację sequela

Netflix wydał na serial sci-fi 55 mln dolarów i nie ukończono nawet jednego odcinka. Za kulisami ponoć panował chaos

Netflix wydał na serial sci-fi 55 mln dolarów i nie ukończono nawet jednego odcinka. Za kulisami ponoć panował chaos

Disney Plus na grudzień 2023 - lista seriali i filmów

Disney Plus na grudzień 2023 - lista seriali i filmów