Trzeci sezon Mandalorianina bardzo się stara, ale pozostawia obojętnym

Na ekranie dzieje się naprawdę wiele, ale cała ta opowieść zdaje się bardzo powierzchowna. Trzeci sezon przygód łowcy nagród i Grogu to ładnie wyglądająca, aczkolwiek nużąca opowieść.

science fiction
Jan Tracz 26 kwietnia 2023
4
Źrodło fot. The Mandalorian, twórcy: Jon Favreau i Dave Filloni, Disney 2023
i

Finał najnowszych przygód najemnika, w którego wciela się popularny Pedro Pascal, kilka dni temu dobiegł końca. Co z tego wynikło? Dla zwykłych widzów, którzy w głowie mają powrót Palpatine’a i upadek Nowej Republiki, raczej niewiele (choć niby podpowiedzi są…). Ktoś coś odzyskał, ktoś się czegoś nauczył, ktoś umarł, ktoś ważny z poprzedniego serialu pojawił się dosłownie na chwilę… Mógłbym tak wymieniać, jednak nie jesteśmy tu po to, aby od razu zdradzać całą fabułę. Internet udowadnia, że większość fanów jest zachwycona, ale jeśli puścimy ten serial osobie, która po prostu lubi zatracić się w tym uniwersum (czytaj: autor tego tekstu), to odczucia okażą się raczej ambiwalentne. Dlatego dziś zastanówmy się, co poszło nie tak i czy w ogóle jest sens kontynuować tę opowieść.

Wiele hałasu o nic, czyli przerost formy nad treścią?

Trzeci sezon Mandalorianina bardzo się stara, ale pozostawia obojętnym - ilustracja #1

Mandalorianin, 2023, wielu reżyserów, Disney

Nie oszukujmy się: typowy widz nie wyłapie wielu nawiązań do komiksów, książek lub poprzednich seriali (było ich całkiem sporo), a cały konflikt związany z Mandalore okaże się małowartościowym wątkiem. Serial nie tłumaczy, dlaczego jest on ważny w kontekście całej sagi, więc cały ten wojenny patos nie do końca wybrzmiewa. Mandalorianie walczą o swoją planetę, ale czy nas to obchodzi? Już pomijam fakt, że nawet nie możemy liczyć na zaskakujący scenariusz, w którym to zła strona faktycznie triumfuje (od razu przypomina się wątek „zmartwychwstania” Chewbakki z dziewiątej części sagi).

Do tego wygląda na to, że rozwój głównego bohatera nieco stanął w miejscu. Chociaż Din Djarin stał się przyszywanym ojcem Grogu i tym samym zaczął się o niego troszczyć, tak jakby stracił na znaczeniu. Brakuje tu rozwinięcia jego postaci, skupienia się na przeszłości czy dodaniu jakiegoś teraźniejszego wątku (o czym za chwilę).

Przez jakiś miesiąc, w środy, oglądałem odcinki Mandalorianina i Teda Lasso tuż po sobie (zawsze wychodziły tego samego dnia). Choć oba seriale opowiadają o zupełnie czym innym, z łatwością mogłem porównywać je w kontekście „dawkowania” materiału w epizodach, prowadzenia postaci czy zazębiania motywów. Za każdym razem odnosiłem wrażenie, że scenarzyści Teda potrafią zwięźle poprowadzić akcję do przodu nawet samymi dialogami, do tego kreowali interesujące, drugoplanowe postaci, poza tym sensownie wprowadzali nowe lokacje (np. odcinek dziejący się w Amsterdamie). W Mandalorianine nowe postaci nic nie wnoszą, bohaterowie bez większego wytłumaczenia latają z planety na planetę (aby tylko przedłużyć dany odcinek), a egzaltowane dialogi wywołują niepożądany uśmiech („This is the way” nachalnie powtarzane co kilka kwestii).

Ciekawe, ale niefortunne punkty wyjścia

Trzeci sezon Mandalorianina bardzo się stara, ale pozostawia obojętnym - ilustracja #2
Mandalorianin, 2023, wielu reżyserów, Disney

Nie do końca wierzę też w fakt, że z takich serii jak Gwiezdne wojny ot tak się wyrasta. W końcu oryginalna trylogia lub prequele wciąż sprawiają mi taką samą frajdę, a jednak finał Mandalorianina jawi mi się jako chaos nie-do-końca-kontrolowany. Dostajemy spektakularne walki na miecze (nie są świetlne, ale to drobiazg), są wybuchy, strzelające statki, użycie mocy i tak dalej… A jednak nie bardzo cokolwiek z tego wynika. Zamiast skupiać się na Nowej Republice, twórcy postanowili ukazać mandaloriański konflikt (nie oszukujmy się, obchodzi on tylko największych fanów), a konsekwencje tych wydarzeń raczej nie będą miały większego znaczenia.

Całość sprowadza się do fabuły z Przebudzenia mocy, która wywraca uniwersum George Lucasa do góry nogami. Niektórzy mieli jeszcze nadzieję, że może twórcy jakoś „wyrzekną” się sequelów i dadzą je do tzw. „Legend”. Zabieg ten przypominałby mniej więcej to, co ostatnio James Gunn postanowił zrobić z osią czasu DC Universe. Wątek klonowania i zapowiedź filmu z Rey pokazały jednak, że Disney będzie próbował naprawić niedociągnięcia, którymi „obdarował” widzów kilka lat temu.

To trochę jak z Andorem, który nie potrafił w pełni wykorzystać swojej dramaturgii, a to tylko dlatego, że akcja filmu Łotr. 1 (2016) dzieje się tuż po nim. Przykładowo: Cassian Andor nie miał prawa otrzymać drugiej połówki w formie wątku miłosnego, bowiem dostał już ją w filmie; nie mogło mu się nic stać, bo umiera w filmowym wybuchu; jego rozwój również okazał się „niepełny”, bowiem najważniejsze sytuacje, które budują jego nowy charakter, dzieją się właśnie we wspomnianej produkcji sprzed kilku lat. To takie niezrozumiałe dla mnie błędne koło – twórcy dobudowują rozgałęzienia fabularne do momentów, których finałowe założenia już znamy. Andor powinien wyjść wiele lat temu – choć część odcinków dostarcza emocji i buduje napięcie, nie do końca rozumiem zachwyty nad całością. Można wręcz odnieść wrażenie, że całe uniwersum aktualnie budowane jest ad hoc; na poczekaniu, aby coś było, bez przemyślenia co dalej.

Dlatego też dziwi mnie lwia część zabiegów, na jakie scenarzyści decydują się w trzecim sezonie (poprzednim dwóm można było wiele wybaczyć, jako że większość wydarzeń lawirowała wokół kameralnych miejsc, nieważnych misji). Pomińmy także bezsensowne wątki – jak choćby moment, w którym podstarzały Moff Gideon w zbroi a la Darth Vader na chwilę staje się gwiezdnowojennym Power Rangerem. Niemniej, najbardziej bolesny będzie właśnie zastój tytułowego Mandalorianina. Din Djarin już w drugim sezonie stał się ojcowską figurą dla Grogu – oprócz rozwijania ich relacji, twórcy mieli okazję wprowadzić jakiś nowy element dla prowadzenia jego postaci. Niestety, nie skorzystali z tej szansy. Brakowało tu żeńskiej bohaterki, która w jakiś sposób okiełznałaby awanturniczą stronę Djarina, tym samym stając się interesującą postacią i jego przyszłą „serialową wybranką”.

Wiele wątków romantycznych bardzo sprawnie funkcjonowało w tym uniwersum (Han Solo i Leia, Obi-Wan Kenobi i Satine Kryze, wspomniany wcześniej Andor i Jyn Erso), dlatego nie widzę przeszkód, aby i do tego serialu wprowadzić bardziej sentymentalny wątek, który zaciekawiłby widzów, a także stałby się odskoczną od górnolotnych monologów i nieustannych potyczek. Wiązałoby się to jednak z odejściem od zasady „anonimowego” Mandalorianina, który praktycznie zawsze i wszędzie nosi swoją maskę. Od dłuższego czasu wydaje mi się, że decyzja, aby kurczowo trzymać się tego motywu, nie pozwala bohaterowi serialu w pełni rozwinąć skrzydeł. Na samym początku pogłębiało to tajemnicę, ale w tym momencie Mandalorianin całkowicie zmienił obrane przez siebie tory.

Czy potrzebujemy kolejnego sezonu Mandalorianina? Trudno stwierdzić: uniwersum daje producentom nieograniczone możliwości, jednak ich ostatnie pomysły są nadzwyczajnie chybione. Kiedy każda fabuła i tak sprowadza się do powrotu Palpatine’a, to raczej niełatwo jest nam piać z zachwytu w momencie, w którym Dave Filoni i spółka zapowiadają kolejne, niby to ekscytujące produkcje w odległej galaktyce. Miejmy nadzieję, że nie dojdzie do scenariusza, kiedy to nasza miłość do serii, a nie gwiezdnowojenny kosmos, okaże się dawna i odległa.

Jan Tracz

Jan Tracz

Absolwent Film Studies (BA i MA) na uczelni King's College London w Wielkiej Brytanii, aktualnie pisuje dla portalu Collider, WhyNow, The Upcoming, Ayo News, Interii Film, Przeglądu, Film.org.pl i GRYOnline.pl. Publikował na łamach FIPRESCI, Eye For Film, British Thoughts Magazine, Miesięcznika KINO, Magazynu PANI, WP Film, NOIZZ, Papaya Rocks, Tygodnika Solidarność oraz Filmawki, a także współpracował z Rock Radiem i Movies Roomem. Przeprowadził wywiady m.in. z Alejandro Gonzálezem Ińárritu, Lasse Hallströmem, Michelem Franco, Matthew Lewisem i Davidem Thomsonem. Publikacje książkowe: esej w antologii "Nikt Nikomu Nie Tłumaczy: Świat według Kiepskich w kulturze" (Wydawnictwo Brak Przypisu, 2023). Laureat Stypendium im. Leopolda Ungera w 2023 roku. Członek Young FIPRESCI Jury podczas WFF 2023.

Gdzie obejrzeć Diunę 1? Pierwsza część widowiska Denisa Villeneuve’a jest dostępna w streamingu

Gdzie obejrzeć Diunę 1? Pierwsza część widowiska Denisa Villeneuve’a jest dostępna w streamingu

Czy Diuna 3 powstanie? Denis Villeneuve zdradził plany odnośnie kontynuacji serii z Timothée Chalametem

Czy Diuna 3 powstanie? Denis Villeneuve zdradził plany odnośnie kontynuacji serii z Timothée Chalametem

Czy w Diunie 2 jest scena po napisach?

Czy w Diunie 2 jest scena po napisach?

O czym jest Nowa konstelacja, dostępny na Apple TV+ intrygujący thriller sci-fi?

O czym jest Nowa konstelacja, dostępny na Apple TV+ intrygujący thriller sci-fi?

Rojst Millenium - recenzja. To świetne zakończenie, które rozwiązuje problemy serialu

Rojst Millenium - recenzja. To świetne zakończenie, które rozwiązuje problemy serialu