John Wick 4 uradował mnie soczystą akcją, ale do pełnego zadowolenia zabrakło jednego

John Wick 4 to wysokooktanowe kino akcji, zachwycające nie tylko mięsistymi walkami, lecz także prześlicznymi ujęciami w stylu noir. W jednej kwestii zabrakło jednak charakterności.

nasze opinie
Krzysztof "Krzyslewy" Lewandowski 22 marca 2023
18
Źrodło fot. John Wick 4, reż. Chad Stahelski, Lionsgate 2023
i

John Wick zaczął jako prosta opowieść zemsty, której bohater powraca do morderczego fachu, by wziąć odwet za śmierć psa i kradzież auta. Sukces sprawił jednak, że tytułowy bohater już po raz czwarty wlatuje do kin – obładowany znajomym arsenałem atutów, obarczony zaś nieprzekonującym wrogiem. Postawienie przez Johnem wyzwania, które robiłoby wrażenie na tle dotychczasowych trudności, okazało się ciut za trudną sztuką.

Nawet jak nie walczą – jest pięknie!

John Wick (Keanu Reeves) napytał sobie biedy – ścigany w każdym zakątku świata szuka rozwiązania, które pozwoli mu zaznać upragnionego odpoczynku. Stawka za żywego lub martwego bohatera idzie w górę, kolejni wojownicy – zarówno sprzymierzeńcy, jak i oponenci – prężą muskuły, a widz może podziwiać kolejny, prawie trzygodzinny spektakl walki z udziałem wszystkich zainteresowanych. Pozostaje tylko zasiąść wygodnie w kinowym fotelu i dać się porwać akcji!

John Wick 4 uradował mnie soczystą akcją, ale do pełnego zadowolenia zabrakło jednego - ilustracja #1
John Wick 4, reż. Chad Stahelski, Lionsgate 2023

Konfrontacji jest bez liku – mięsistych, przerysowanych, niemal barokowych. Protagonistę cechuje niezniszczalność, zaś pomniejsi bossowie – pozwolę sobie zastosować nomenklaturę gamingową – również mają bardzo wytrzymały pasek życia. Sceny akcji są urozmaicane za sprawą specyficznego stylu walki co poniektórych, niestandardowego umiejscowienia kamery i przede wszystkim budujących rozmach scenerii: od pustynnego pejzażu, przez japoński noir, po europejskie uliczki.

Na Johna Wicka 4 można się zapatrzyć nie tylko wtedy, gdy na ekranie dochodzi do efektownych starć. Nawet spokojniejsze ujęcia przyciągają wzrok – charyzmatycznymi aktorami (na pewniaka grającymi postacie rzucające się w wir pistoletów, ostrzy czy łuków), a także z pompą przedstawionym światem. Film jest pełen obrazków kipiących feromonami – wystarczy spojrzeć na neonowe oświetlenie, dynamikę, którą chciałoby się uchwycić w stopklatce, zacięte miny i idealną harmonię widoczną w układzie otoczenia.

Ekspozycyjne gadaniny na trójkę

Esencja Johna Wicka tkwi w widowiskowej akcji i kozackości bohaterów, którzy biorą udział w spektaklu. Wizerunek poszczególnych person musi być jednak odpowiednio kreowany w narracji – chcemy wiedzieć, że naprzeciw lub obok Baby Jagi staje legenda bądź przynajmniej pozornie zwyczajna osobistość. I to nie zawsze się udaje na takim poziomie, by zamlaskać z zachwytu.

Mogło być lepiej. Niektórzy zasługują na możliwość pokazania ostrzejszego pazura bądź wyjście z typowej, ojcowskiej roli i schematycznego intryganta. W tym ostatnim piję do Winstona (Ian McShane), którego wątek nie wzbudził we mnie emocjonalnego zaangażowania i zbędnym gadaniem jedynie odciągał od przygotowanych atrakcji. Da się też zauważyć, iż niektóre postacie są wprowadzane pod przyszłe filmy ze świata płatnych zabójców i może dlatego nie mają szansy w pełni rozwinąć skrzydeł.

John Wick 4 uradował mnie soczystą akcją, ale do pełnego zadowolenia zabrakło jednego - ilustracja #2
John Wick 4, reż. Chad Stahelsky, Lionsgate 2023

Na pewno aż do końca nie rozkręca się Markiz de Gramont (Bill Skarsgard). Początkowo możemy zastanawiać się, co ciekawego skrywa się za arogancką twarzą tego nowego złoczyńcy – no więc nie skrywa się tam absolutnie nic. Antagonista nie został odpowiednio rozwinięty, nie jest on wystarczająco ciekawie zbudowany ani poprzez bieżące czyny, ani dzięki genezie. To młodzieniaszek znikąd, który nagle wchodzi do pierwszej ligi i opiera swoją charakterystykę głównie na pyszałkowatych tekstach oraz umiejętności nadeptywania wszystkim wokół na odcisk.

John Wick 4 spełni oczekiwania miłośników akcji – walki są na wysokim poziomie, a opowieść, choć prosta, stawia solidne podwaliny pod dalszą rozbudowę świata i daje pretekst do imponujących popisów przy użyciu wszelkiego rodzaju broni. Twórcy mogli jednak trochę bardziej pobawić się ekspozycją, która mimo że tworzy rozmach, nie kreuje faktycznie intrygujących postaci, co boli zwłaszcza w kontekście antagonisty. Mimo wszystko – to niezobowiązująca frajda: przyjemnie brzmiąca, bawiąca przerysowaniem, ładna dla oka i mająca uwielbianego Keanu Reevesa w głównej roli: combo × 4 zaliczone.

Ocena: 7,5/10

Krzysztof "Krzyslewy" Lewandowski

Krzysztof "Krzyslewy" Lewandowski

Studiował dziennikarstwo, filologię polską i psychologię realizowane na UKSW, UW i SWPS. Tam napisał m.in. pracę dyplomową poświęconą współczesnej roli czarno-białego kina. W GRYOnline.pl pracuje od sierpnia 2021 roku. Pisze artykuły oraz recenzje gier, filmów i seriali, a od lipca 2023 roku zajmuje stanowisko specjalisty ds. kreowania treści w dziale Paid Products. Jest autorem artykułu naukowego „Dynamika internetu a zachowania językowe" opublikowanego w książce „Relacje w cyberprzestrzeni”. Współtworzył słownik nazw miejscowych warszawskiej dzielnicy Wawer. Próbował sił z wierszami, ale w przyszłości wolałby napisać powieść. Pisanie w sieci zaczął na portalu GameExe.pl w wieku 14 lat. Najpierw recenzował książki, ale na tym nie poprzestał i na różnych portalach internetowych oceniał gry, filmy, seriale czy komiksy. Najbardziej podobają mu się motywy surrealistyczne i gry RPG.

Najlepsze komedie 2024, nasze top 10

Najlepsze komedie 2024, nasze top 10

Sand Land - recenzja filmu. Anime twórcy Dragon Balla przypomniało mi o dzieciństwie

Sand Land - recenzja filmu. Anime twórcy Dragon Balla przypomniało mi o dzieciństwie

Gwiazda Johna Wicka 4 krytykuje akcję w Road House - i ma rację!

Gwiazda Johna Wicka 4 krytykuje akcję w Road House - i ma rację!

Henry Cavill uratował kolegę z planu przed utonięciem podczas zdjęć do The Ministry of Ungentlemanly Warfare

Henry Cavill uratował kolegę z planu przed utonięciem podczas zdjęć do The Ministry of Ungentlemanly Warfare

Problem trzech ciał - recenzja. Serial Netflixa to niezła adaptacja trudnego do przełożenia SF

Problem trzech ciał - recenzja. Serial Netflixa to niezła adaptacja trudnego do przełożenia SF