2 sezon The Bear to serialowa rewelacja i kuchenna rewolucja

Szorowanie, wiercenie, darcie się – dopiero potem gotowanie. Drugi sezon The Bear remontuje formułę serialu w sposób spektakularny, a ryzyko było duże. Gorycz w przełyku, łzy w oczach, pot na czole. Cholera, cóż za intensywny seans.

nasze opinie
Karol Laska 4 sierpnia 2023
2
Źrodło fot. The Bear, twórca: Christopher Storer, Hulu 2022
i

Uwaga, plecy! Ktoś na rogu! Tak, chef! Przyjąłem, chef! Te (i parę innych) wykrzyknikowe zwroty stanowią w The Bear przecinki. Krzyk jest tu na porządku dziennym, gotujący bohaterowie nieustannie się zagotowują, bałagan i chaos przejmują ekran, a w ferworze kuchennej zawieruchy kipią wszystkie emocje, kwasy i demony. Tak było w pierwszym sezonie, tak dzieje się i w drugim. Tylko że teraz zamiast skromnego baru z kanapkami widzimy rozwój iście luksusowej restauracji. Rodzi się tylko jeden problem – trzeba przeprowadzić remont.

Wspominałem o zaledwie jednym problemie? Dobre sobie. Bo renowacja przynosi kolejne nieoczekiwane trudności natury elektrycznej, finansowej, a nawet biologiczno-chemicznej. Tu przewód nie styka, nie stać nas na tę elegancką zastawę, z kolei to coś na suficie wygląda na pleśń. A, i pan stolarz, zamiast ciąć deski, kroi świeży chleb, bo przerwa sama się nie odbębni. Czy w tym serialu zarówno widz, jak i bohaterowie nie mogą mieć choć chwili świętego spokoju?

No cóż, nie mogą. Tu zawsze wszystko musi się spieprzyć. Wymaga tego scenariusz, wymaga tego forma, wymagają tego przede wszystkim łuki fabularne postaci. Bo wierzcie lub nie, ale cały ten rozgardiasz dzieje się nie tylko przez nich, ale i dla nich. Żywiołowe reakcje, toksyczne kłótnie, niefortunne wypadki dają odbiorcy rozrywkę, angażują go w śledzenie akcji, ale przede wszystkim są świadectwem niestabilności, pogubienia i próby odnalezienia się – czy to protagonisty, czy to reszty niedźwiedziej rodziny.

Witajcie w mojej kuchni

2 sezon The Bear od samego początku nie zwalnia tempa. Choć zmienia się główna fabularna oś dzieła - obserwujemy wspomniany remont pogrążonej w kryzysie knajpy zamiast prowadzenia pogrążonej w kryzysie knajpy – to dalej obcujemy z tymi samymi skonfliktowanymi wewnętrznie bohaterami, tylko że poznajemy ich jeszcze bliżej i głębiej, nawet tych drugoplanowych.

Wybitnie zagrany Carmy w końcu nieco bardziej się stara, udaje mu się nawet zakochać, jakimś cudem ogarnia życie. Aż do momentu, w którym znowu udzielają się demony przeszłości i znowu nie ogarnia. Partnerująca mu Sydney rzadko kiedy się uśmiecha, zapracowuje się na śmierć, dźwiga wielką odpowiedzialność, a jednocześnie cały czas wmawia sobie, że jej nie udźwignie. A Richie? Tak bardzo się do niczego nie nadaje, że wyładowuje swoją bezsilność na innych, aż w końcu przechodzi metamorfozę godną najlepszych serialowych scenariuszy.

W tym przypadku mowa jednak o postaciach najważniejszych. Przewijają się przez ekran regularnie, a ich emocjonalne stany, słabości i impulsywne działania znamy po jakimś czasie od podszewki. Pomaga nam w tym rzecz jasna znakomita gra aktorska oparta nie tylko na rwanych, dzikich dialogach, ale i masie żywych gestów i przeszywających spojrzeń.

Co się jednak dzieje z innymi? Naprawdę dużo. Postacie jak dotąd znane tylko z tła potrafią tu otrzymać osobny, poświęcony im odcinek, na przykład Marcus. Z kolei po drugiej stronie rzeki mamy takiego Ebrę, który niemal w ogóle się nie odzywa, pojawia się jedynie w krótkich scenach, ale dokładnie tyle wystarczy, abyśmy zrozumieli jego problemy z samoakceptacją i niekompatybilnością ze społeczeństwem. Nieważne więc, czy ktoś dostaje pięć minut czy pięć sekund – każdy zostaje mniej lub bardziej pogłębiony jako postać.

Remontada

Wszyscy ci bohaterowie zostają oczywiście wrzuceni w wir chaotycznych wydarzeń oraz formalnych wygibasów. Drugi sezon The Bear eksperymentuje bowiem z narracją i sposobami jej wyłożenia jeszcze odważniej niż pierwszy. Jasne, migawkowy montaż i wędrująca po ciasnych pomieszczeniach kamera dalej stanowią rdzeń tego potliwego widowiska. Uważam jednak, że obok nich najważniejszą funkcję pełni teraz dźwięk. Czasem w formie przygrywającej w tle piosenki, a czasem w postaci jakichś mało przyjemnych odgłosów otoczenia.

Przyłapałem się raz na tym, że całkowicie zignorowałem w trakcie jednej ze zwykłych rozmów wybrzmiewający po cichu metalowy kawałek, który zaszalał decybelowo dopiero na napisach końcowych, a już kiedy indziej zdarzyło mi się w trakcie niepozornej konwersacji o ciąży dać się przytłoczyć remontowej symfonii współtworzonej przez odgłosy wiertarki, szlifierki i wbijanych młotkiem gwoździ. Całe to growlowanie, piłowanie, szorowanie i reszta audialnych ekscesów w subtelny sposób pomagają zrozumieć podskórne znaczenie danej sceny, postawić się w roli danego bohatera, zrozumieć, że za jego uśmiechem stoi jednak stres, smutek, jakaś kotłująca się złość. The Bear dźwiękiem nie tylko się bawi, on nim uzmysławia.

A odchodząc od opisu detali do nieco bardziej ogólnej struktury serialu – tutaj też da się odczuć powiew świeżości. Nie chcę psuć niespodzianek, ale pojedyncze odcinki potrafią odejść od głównego bohatera, skupić się na jakimś ważnym dla psychiki „Miśków” wydarzeniu z przeszłości czy stanowić małe autonomiczne dzieło sztuki możliwe do docenienia i objerzenia w oderwaniu od reszty serialu. A przy okazji – ile tu znakomitych, niespodziewanych gościnnych występów wielkich amerykańskich gwiazd! Trudno nie dać się choć parę razy na przestrzeni całego sezonu zaskoczyć kierunkiem obranym przez twórców.

Niedźwiedzie to agresywne, ale miłe zwierzęta

Pierwszy sezon The Bear uważałem za miłą niespodziankę i kawał oryginalnego, angażującego, płynącego razem z widzem serialu. Jeśli wielu osobom mógł się on po prostu podobać, to jego kontynuacja ma już pełne prawo zachwycić. Rozwinięcie sprawdzonej formuły, a także otwarcie jej na kompletnie nowe rejony scenariuszowe i stylistyczne wyszło Christopherowi Storerowi i jego ekipie bezbłędnie. Już w tym momencie czekam na trzeci sezon serialu jak na obietnicę dopełnienia potencjalnie wielkiego dzieła – serialowej rewelacji i kuchennej rewolucji zarazem.

NASZA OCENA: 9/10

Karol Laska

Karol Laska

Swoją żurnalistyczną przygodę rozpoczął na osobistym blogu, którego nazwy już nie warto przytaczać. Następnie interpretował irańskie dramaty i Jokera, pisząc dla świętej pamięci Fali Kina. Dziennikarskie kompetencje uzasadnia ukończeniem filmoznawstwa na UJ, ale pracę dyplomową napisał stricte groznawczą. W GOL-u działa od marca 2020 roku, na początku skrobał na potęgę o kinematografii, następnie wbił do newsroomu, a w pewnym momencie stał się człowiekiem od wszystkiego. Aktualnie redaguje i tworzy treści w dziale publicystyki. Od lat męczy najdziwniejsze „indyki” i ogląda arthouse’owe filmy – ubóstwia surrealizm i postmodernizm. Docenia siłę absurdu. Pewnie dlatego zdecydował się przez 2 lata biegać na B-klasowych boiskach jako sędzia piłkarski (z marnym skutkiem). Przesadnie filozofuje, więc uważajcie na jego teksty.

Najlepsze komedie 2024, nasze top 10

Najlepsze komedie 2024, nasze top 10

Życzenie trafiło na Disney Plus. Od dziś obejrzysz w streamingu magiczną animację, która zachwyciła widzów

Życzenie trafiło na Disney Plus. Od dziś obejrzysz w streamingu magiczną animację, która zachwyciła widzów

Ile lat ma Magneto w X-Men ’97?

Ile lat ma Magneto w X-Men ’97?

Miodowe lata powrócą? Artur Barciś jest na tak, ale musi zostać spełniony jeden warunek

Miodowe lata powrócą? Artur Barciś jest na tak, ale musi zostać spełniony jeden warunek

Czy trzeba obejrzeć X-Men: The Animated Series przed X-Men ’97?

Czy trzeba obejrzeć X-Men: The Animated Series przed X-Men ’97?