True Blood miał infantylne romanse i wiele tandety, ale skrywał też ważne tematy

True Blood jest istotnym kawałkiem mojej miłości do seriali – miłości dzisiaj mniejszej, ale w momencie oglądania serialu HBO przeżywającej prawdziwy rozkwit. Brakuje mi podobnych produkcji, wywrotowych i niegrzecznych.

nasze opinie
Krzysztof "Krzyslewy" Lewandowski 13 października 2023
6
Źrodło fot. True Blood, showrunner: Alan Ball, HBO 2008
i

Jeśli nie oglądaliście True Blood, to pierwsze paręnaście minut od razu Wam powie, z jakim serialem będziecie mieli do czynienia. Para gołąbków – wyglądająca na futbolowego, złotego chłopca i jego śliczną czirliderkę – pojawia się w sklepie i żartuje sobie z wampirów. Sprzedawca ubrany w gotyckim stylu, nieco przywodzący na myśl uwspółcześnionego Draculę z Transylwanii, udaje jednego z tych potworów, napięcie wzrasta… po czym okazuje się, że też robił sobie kawał. Trzeci klient przygląda się sytuacji, sprawia wrażenie wieśniackiego konfederaty i kanapowca, który tylko żłopie piwo przed telewizorem. To jednak on jest prawdziwym krwiopijcą i w wulgarnych słowach straszy całą resztę. Tak przedstawiona przestrzeń okazuje się dynamiczna i zwodnicza.

Nie są to wampiry zupełnie na poważnie, nie są jednak też wampirami traktowanymi z lekceważeniem. HBO wyprodukowało serial, który brał tandetne motywy fantasy i grozy rodem z młodzieżowych romansów, ale mieszał je z treścią 18+: przemocą, erotyką i wulgarnością, a do tego budował świat pełen napięć. Powstały w ten sposób koktajl uderzał do głowy niczym Krwawa Mary.

Była sobie kiedyś bohaterka, wokół której wszystko się kręciło

Każda naiwna, młodzieżowa opowieść z romansami potrzebuje centralnego punktu. Miejsca przecięcia się równika i zerowego południka. Kogoś, kto będzie ostoją moralności – jasnym drogowskazem, szczególnie dla istot ciemności, by te, żyjąc w mroku, wciąż kierowały się zasadami. I choć prostowanie skrzywionych wampirów to niełatwe zadanie, podejmuje się go czytająca w ludzkich myślach Sookie Stackhouse (Anna Paquin).

Nie cierpiałem tej bohaterki! Nie jestem w tym zresztą odosobniony – szybkie spojrzenie na zagraniczne forum i już widzę nieprzychylne komentarze pod adresem Sookie. Że wpada w pułapkę „Mary Sue”, czyli wyidealizowanej postaci, przynajmniej według otoczenia, bo dla widza pewna wyższa moralność, arogancja czy naiwność są nadto widoczne i zaliczane do wad. A jednak trudno nie odnieść wrażenia, że wcale nie mieliśmy pałać wobec protagonistki uwielbieniem – i w jakiś sposób odświeżające jest obserwowanie tej słodko-głupiutkiej kobiety wrzuconej do brudnego, przemocowego świata, a w dodatku wpadającej w oko każdemu istotnemu przystojniakowi, jaki pojawia się na ekranie.

True Blood miał infantylne romanse i wiele tandety, ale skrywał też ważne tematy - ilustracja #1
True Bloood, twórca Alan Bell, HBO, 2008–2014.

W pewnym momencie nie jest już ważne, jaką osobowość ma Sookie. Zaczyna się wyścig o jej serce i kibicowanie poszczególnym kandydatom. Czy wybrańcem zostanie zadurzony w niej od dawna przyjaciel? A może któryś z wampirów biorących udział w wątkach rodem z Pięknej i Bestii? Jedno nawrócenie wypada zresztą szczególnie cudownie, jak z komedii romantycznej, a że dotyczy gościa, który przez dłuższy czas występował w roli najmroczniejszego pana na tych ziemiach – radocha tylko skacze; to jedna z moich ulubionych i najbardziej zaskakujących przemian w serialach.

Gotyckie Południe skonfrontowane z innością

Sytuacja w True Blood jest trochę nietypowa. Wszyscy wiedzą o istnieniu wampirów, w sklepach mogą oni nawet kupić syntetyczną krew. Co oczywiście nie znaczy, że zrezygnowali z picia tej prawdziwej. Ujawnienie krwiopijców pociąga za sobą różne konsekwencje, także reprezentujące ostry humor.

Okazuje się na przykład, że wampirza krew może służyć jako viagra. W dodatku jest to swego rodzaju narkotyk, od którego łatwo się uzależnić. Cały świat, mimo obecności fantastycznych elementów, kręci się zatem wokół brudu, a nie słodyczy – przygodny seks, alkoholizm, przemoc, tematy religijne, rasizm czy trzymanie ludzi w piwnicy są tutaj na porządku dziennym i zostały przefiltrowane przez obecność legendarnych, wiekowych istot.

Elementy świata True Blood wzajemnie na siebie oddziałują i żaden z nich nie wydaje się przypadkowy. Akcja rozgrywa się w wiejskim miasteczku położonym na południu Stanów Zjednoczonych, w Luizjanie. Jak się domyślacie – jego mieszkańcom bliżej do konserwatywnych poglądów, więc wcale nie myślą ciepło o wampirach. Aczkolwiek… zakazane kusi. Tym samym stereotypowe Południe starto z gotykiem, co już samo w sobie stanowi wyjątkowe połączenie kulturowe.

True Blood miał infantylne romanse i wiele tandety, ale skrywał też ważne tematy - ilustracja #2
True Bloood, twórca Alan Bell, HBO, 2008–2014.

Jak na guilty pleasure, serial HBO prezentował się w swoich czasach wywrotowo. Co rusz sięgał po kategorię inności, także w przypadku homoseksualnych bohaterów. Niektórzy dzisiaj narzekają, że wątki LGBT potrafią być prowadzone na siłę, że są zbędne – nie sądzę, by ktokolwiek poważył się tak samo ocenić operującego w kuchni Afroamerykanina, Lafayette’a (Nelsan Ellis). To nie tylko sympatyczna postać i dobry duch tej produkcji, ponieważ mężczyzna odsłania pozorną prostotę i ciemnotę otoczenia. W jednej z pierwszych scen jego odmienność i to, że przygotowuje dania, razi ludzi w knajpie i powoduje homofobiczne komentarze, co prowokuje Lafayette'a do uświadomienia klientom, jak duży wkład kulturowy i historyczny mieli homoseksualiści w budowanie świata, w którym wszyscy tutaj żyją.

Innymi słowy, True Blood z jednej strony bawi się stereotypami, a z drugiej – mierzy je i zachowania uznawane za normatywne z innością. Ostatecznie wcale nie prowadzi do tezy, że konserwatywne miejsca pozostaną głuche na postęp. Niezależnie do tego, czy mówimy o tolerancji wobec homoseksualistów i Afroamerykanów, czy wampirów albo wilkołaków – zmiany są możliwe, zaś Południe wcale nie musi być zacofane.

Guilty pleasure o jakości quality i z poważniejszymi tematami

Oj, było trochę głupotek w tym serialu. To też nie tak, że tylko jedna nieszczęsna Sookie potrafiła irytować swoim zachowaniem – tutejszy Edward Cullen, czyli Bill Compton (Stephen Moyer) swoje za kłami miał. To jednak właśnie urok kampowych produkcji, świadomie posługujących się kiczem i stereotypami – tutaj wspomnianą konwencję realizowano nie tylko dla większego celu, jakim jest kreacja gotyckiego Południa, lecz także po prostu dla nieskrępowanej rozrywki.

W True Blood znalazła się przestrzeń dla poważnych tematów społecznych. W wątku Tary Thornton (Rutina Wesley) mogliśmy śledzić, jak wyniszczający jest alkoholizm. Pamiętam dyskomfort, z jakim śledziłem relację tej bohaterki z matką, której dotyczyło uzależnienie. Lettie Mae Thornton (Adina Porter) przekonująco odgrywała agresywną alkoholiczkę, swoją przypadłość sprowadzającą do działalności demona, rzekomo zamieszkującego jej ciało. To dobrze oddawało fałszowanie rzeczywistości i niedopuszczanie do siebie myśli o prawdziwej istocie problemu, którym jest umysł człowieka, który ucieka w picie i rujnuje siebie oraz sobie bliskich.

True Blood miał infantylne romanse i wiele tandety, ale skrywał też ważne tematy - ilustracja #3
True Bloood, twórca Alan Bell, HBO, 2008–2014.

To serial HBO, więc realizacja stała na wysokim poziomie. Domyślam się, że gdyby po literacki pierwowzór (True Blood bazuje na serii książek autorstwa Charlaine Harris) sięgnęła stacja CW, dostalibyśmy mdłe romansidło – pozbawione ostrości i wyśmienitej obsady. Kryminalne wątki, intrygi, zwroty akcji, odkrycia, sceny humorystyczne – nawet jeśli te składniki bywały szalone i porąbane, to przecież w tym kociołku wszystko dało się uzasadnić, a ostateczny wywar zepsuł się dopiero w ostatnich sezonach.

Bo właśnie – szósta i siódma seria utraciły rozkoszną kampowość. Dla części widzów spadek jakości miał miejsce wcześniej, ale ja dopiero wtedy zacząłem odnosić wrażenie, że gdzieś zgubiono esencję bohaterów i zaprzepaszczono cały ich dotychczasowy rozwój. Fabuła zaczęła mieć posmak taniości, a kolejne odcinki oglądałem już tylko dla sprawdzenia, gdzie skończą postacie – odpowiedzi niestety również były rozczarowujące.

True Blood miał infantylne romanse i wiele tandety, ale skrywał też ważne tematy - ilustracja #4
True Bloood, twórca Alan Bell, HBO, 2008–2014.

W pamięci mam jednak liczne pozytywne chwile. True Blood zacząłem oglądać w momencie, gdy dostępnych było już jego parę sezonów – pochłonąłem je w dwa tygodnie, zwyczajnie nie potrafiłem odmówić sobie tej przyjemności. Epizody oczywiście urywały się w najciekawszych momentach, nieraz to był groteskowy krzyk zwiastujący nowy, makabryczny widok. Wracam do czołówki – jednej z najlepszych w dziejach telewizji, prezentującej kadry w stylu lat 90. i zarysowującej zawartość serii: brutalność, seks czy religijne wątki, przy udziale utworu country Bad Things Jace’a Everetta. Rzeczona piosenka pasowała zarówno do bagiennej, surowej Luizjany zamieszkiwanej przez wampiry, jak i do niegrzecznego spojrzenia, jakie latami rzucało True Blood, kusząc obietnicą złych rzeczy.

Krzysztof "Krzyslewy" Lewandowski

Krzysztof "Krzyslewy" Lewandowski

Studiował dziennikarstwo, filologię polską i psychologię realizowane na UKSW, UW i SWPS. Tam napisał m.in. pracę dyplomową poświęconą współczesnej roli czarno-białego kina. W GRYOnline.pl pracuje od sierpnia 2021 roku. Pisze artykuły oraz recenzje gier, filmów i seriali, a od lipca 2023 roku zajmuje stanowisko specjalisty ds. kreowania treści w dziale Paid Products. Jest autorem artykułu naukowego „Dynamika internetu a zachowania językowe" opublikowanego w książce „Relacje w cyberprzestrzeni”. Współtworzył słownik nazw miejscowych warszawskiej dzielnicy Wawer. Próbował sił z wierszami, ale w przyszłości wolałby napisać powieść. Pisanie w sieci zaczął na portalu GameExe.pl w wieku 14 lat. Najpierw recenzował książki, ale na tym nie poprzestał i na różnych portalach internetowych oceniał gry, filmy, seriale czy komiksy. Najbardziej podobają mu się motywy surrealistyczne i gry RPG.

Reniferek to nowy hit Netflixa. Thriller psychologiczny o stalkerce ma 100% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes i opowiada wstrząsającą historię

Reniferek to nowy hit Netflixa. Thriller psychologiczny o stalkerce ma 100% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes i opowiada wstrząsającą historię

Kiedy i gdzie Civil War trafi do streamingu?

Kiedy i gdzie Civil War trafi do streamingu?

Najlepsze komedie 2024, nasze top 10

Najlepsze komedie 2024, nasze top 10

Czy 3. sezon Tokyo Vice powstanie? Twórcy serialu HBO komentują kwestię kontynuacji

Czy 3. sezon Tokyo Vice powstanie? Twórcy serialu HBO komentują kwestię kontynuacji

Stamtąd zawędrowało na Netflixa. Obejrzyj u giganta świetny horror sci-fi, który wcześniej był dostępny wyłącznie na HBO Max

Stamtąd zawędrowało na Netflixa. Obejrzyj u giganta świetny horror sci-fi, który wcześniej był dostępny wyłącznie na HBO Max