Mogę tym gardzić, ale scenariusze autorstwa AI wystarczą Hollywood

Scenarzyści strajkują, bo nie chcą sztucznej inteligencji. W odpowiedzi okazuje się, że producenci wręcz przeciwnie – chcą i nie zawahają się jej użyć. Ten konflikt interesów być może uda się rozwiązać, ale obstawiam mniej optymistyczny scenariusz.

science fiction
12 maja 2023
7

Treści popkulturowych w najbliższym czasie nie zabraknie, choć trwający aktualnie strajk scenarzystów mógłby to sugerować. Ekipy działające nad filmami i serialami dwoją się i troją, co zrobić w obliczu kryzysu, kiedy całe oddziały scenarzystów manifestują swoje niezadowolenie związanie z niższą płacą i brakiem gwarancji pełnienia stabilnego i pełnoetatowego zawodu. Nie z doskoku i byle jak – na takie warunki żadna sztuka się nie godzi.

Strajkujący muszą wygrać - i dla siebie, i dla nas – bo wszyscy chcemy oglądać produkcje najwyższej jakości, ale póki co branża nie jest wcale postawiona pod ścianą (a tak często bywa w przypadku podobnych protestów). Jeszcze do niedawna brak człowieka oznaczał brak rąk i mózgu do pracy. Rodziły się wakaty, dłużyły się deadline’y, wielkie korporacje traciły pieniądze. W tym momencie istnieje kontrowersyjny plan awaryjny. Taki, co do którego można mieć uzasadnione moralne wątpliwości, ale też taki, który najpewniej zadziała w wymiarze krótko- albo długofalowym – zależnie od polityki danego przedsiębiorstwa. Chodzi mi oczywiście o sztuczną inteligencję. Już nie mityczną, już nie fantastycznonaukową, a w pełni realną. Tę samą, przeciw której scenarzyści wykrzykują głośne weto – wbrew wszystkim technologicznym podnietom.

Ja, człowiek

Zarówno mnie, jak i wielu z Was temat AI na przemian męczy bądź fascynuje. Ostatnie miesiące przyniosły masę funkcjonalnych, niepozornych programów, które nagle (choć komunikatów ostrzegawczych po drodze mieliśmy wiele) stawiają nas, obywateli świata zwanego Ziemią, w przededniu pełnej niewiadomych technicznej rewolucji. Uczeni, programiści, a nawet samozwańczy prorocy są co do tego zgodni. Zanim jednak będziemy składać pokłony cybernetycznym bożkom, mamy do odhaczenia wstępną część procesu asymilacji z systemami AI – wiąże się ona z nieco bardziej przyziemnymi, kapitalistycznymi problemami. Te dotyczą głównie rynku pracy, a strajk scenarzystów dokłada co nieco do tego stale „aktualizowanego” dyskursu.

Ostatni protest największych pisarskich talentów kinowego i telewizyjnego światka, przypadający na lata 2007–2008, dział się w zupełnie innym kontekście, ale dzieli pewien punkt wspólny z współcześnie trwającym strajkiem – dotyczył mianowicie potencjalnie przełomowych dla branży filmowej zmian. Wtedy to rozwiązywano wszelkie formalno-finansowe kwestie dotyczące wejścia telewizyjnych treści w przestrzeń streamingową, bez której teraz nie wyobrażamy sobie funkcjonowania w roli kanapowych widzów. Dziś z kolei – poza klasycznymi i oczywistymi żądaniami w sprawie podwyżek i regulacji obowiązków w ramach stanowiska scenarzysty – mamy do czynienia z jasnym, uderzającym i trzeźwo antycypującym przyszłość przekaz: „My albo AI – a jeśli coś pomiędzy, to dla nas prawa autorskie i niezachwiana liczba miejsc pracy”. Tak brzmi zresztą oficjalny postulat w dokumencie negocjacyjnym Amerykańskiej Gildii Scenarzystów (WGA):

Uregulowanie korzystania ze sztucznej inteligencji w projektach objętych MBA: AI nie może pisać ani przepisywać materiałów literackich [scenariusze, scenopisy, nowele filmowe – dop. red.], nie może być wykorzystywana jako materiał źródłowy. Materiały objęte MBA nie mogą być wykorzystywane do szkolenia AI.

Stowarzyszenie Producentów Filmowych i Telewizyjnych (AMPTP), czyli główna komórka negocjująca ze strajkującymi scenarzystami, odrzuciła powyższy punkt i wyszła z kontrofertą w postaci corocznych spotkań mających ustalić taktykę i politykę firm w kontekście użytkowania nowych technologii. Tak dyplomatycznej, szczwanej odpowiedzi daleko jednak do kompromisu, który WGA z radością by zaakceptował. Wręcz przeciwnie, to komunikat co najmniej martwiący i raczej wpływający na jeszcze większą temperaturę protestów. Pokazuje on bowiem wprost, że AI już teraz brane jest pod uwagę jako alternatywna metoda tworzenia, w tym przypadku, scenariuszów, a formalna rezygnacja z niej nie odpowiadałaby AMPTP.

Mogę tym gardzić, ale scenariusze autorstwa AI wystarczą Hollywood - ilustracja #1
Źródło: WGA.org

Tania siła robocza. Albo robotyczna

Nie trzeba było czekać długo, by spisane na papierze postępy negocjacji nabrały kompletnie innego znaczenia. W pierwszych dniach maja 2023 roku pojawiło się sporo niepotwierdzonych plotek, jak i jasnych stanowisk ludzi z branży – i to one martwią mnie najbardziej w kontekście najbliższej przyszłości. Najpierw głos zabrał Joe Russo, których po nakręceniu najbardziej monumentalnych i złożonych filmów w historii MCU zapomniał, jak się kręci filmy, i przyniósł światu parę wysokobudżetowych potworków pokroju Cherry z Tomem Hollandem. Chyba w końcu dostrzegł szansę na nakręcenie czegoś zjadliwego bez większego wysiłku, bo zaczął bawić się w „zdroworozsądkowe” podejście do AI, doceniając funkcjonalność tychże algorytmów i zachęcając kolegów po fachu do korzystania z nich jako pomocniczych narzędzi.

Tylko że termin „pomocnicze narzędzia” zdążył się już przeterminować w kontekście sztucznej Inteligencji. Jasne, nadal napisze ona za ucznia pracę domową czy poprawi kod początkującego programisty, ale już teraz myśli się o niej jako narzędziu podstawowym i wiodącym. A tymi, którzy właśnie tak myślą, są między innymi spoglądający na pokrzykujących scenarzystów z góry… producenci. Hollywood (rozumiane już jako mariaż quality TV i tradycyjnej kinematografii) przygotowywało się na okoliczność strajku od kilku lat, ale nie mogło wymyślić sobie lepszego zaplecza i jeszcze bardziej niezdrowej siły napędowej niż to, które zapewniły swoim globalnym sukcesem ChatGPT, Midjourney i inne jakże utalentowane „robociki”.

Wedle insiderskich doniesień koncerny telewizyjno-medialne testują już implementację twórczości autorstwa sztucznej inteligencji w swoich przyszłych dziełach, a funkcja scenarzysty miałaby zostać zastąpiona rolą korektora wygenerowanego przez AI skryptu. Z jednej strony mowa więc o potencjalnym zmniejszeniu miejsc pracy w zawodzie, a z drugiej – zagwarantowaniu kolejnych miejsc pracy w nowym zawodzie, mniej kreatywnym, a bardziej redakcyjno-reaktywnym. Koło kapitalizmu kręci się dalej, co bardziej oportunistyczni i pragmatyczny pisarze to wykorzystają, ale mówimy tu o całkowitym przedefiniowaniu modelu tworzenia scenariuszy. Bo „sztuką” trudno byłoby to nazwać.

Mogę tym gardzić, ale scenariusze autorstwa AI wystarczą Hollywood - ilustracja #2
Źródło: succo

Dwulicowy postmodernizm

Choć stanowczo mi się to nie podoba, a gdzieś w powietrzu wyczuwam zapach etycznej zgnilizny, to realistycznie na sprawę patrząc – taka taktyka może wypalić. Bo czy naprawdę wierzymy w to, że dobrze zaprojektowany algorytm nie będzie w stanie napisać kolejnego true crime na 8 odcinków czy wielosezonowej brazylijskiej telenoweli? Parę razy do roku być może mamy do czynienia z serialami oryginalnymi czy autorskimi, a w kinie takie historie zapewnia nam głównie kino niezależne, które podlega nieco innym finansowym umowom. W mainstreamie obcujemy jednak głównie z dziełami odtwórczymi, głęboko osadzonymi gatunkowo, mniej lub bardziej świadomie operującymi na znajomych schematach. Trochę też na tym polega idea postmodernizmu. AI z kolei śmiało korzysta z dorobku istniejących artystów i tak te wszystkie autorskie części składowe łączy w całość, by wyszło coś, co trudno jednoznacznie nazwać kopią (regulacji prawnych nadal brak). Akademicy nazywają to post-postmodernizmem albo digimodernizmem, ale to temat na tyle głęboki, że odsyłam do tekstu, w którym pochyliłem się nad nim uczciwiej.

Nie widzę więc powodu, dla którego sztuczna inteligencja nie byłaby w stanie napisać w kolejnych latach scenariusza do nowego filmu ze Spider-Manem lub Batmanem. Nie jestem w stanie znaleźć przesłanek mówiących jasno, że średni blockbuster napisany przez AI sprawdzi się gorzej niż średni blockbuster napisany przez Chrisa Terrio (no sorry, Chris). Oczywiście po drodze widzę wiele blokad natury moralnej, a przy okazji sporo pytań o charakterze filozoficznym, w szczególności transhumanistycznym i antropocentrycznym. Od kiedy jednak fabryką snów rządzi jednak jakakolwiek „moralność”? No chyba, że tak na drugie imię dolarowi.

Zmierzam więc do nieśmiałej (bo smutnej, ale jednak fundamentalnie twardej) tezy twierdzącej, że scenariusze autorstwa AI wystarczą Hollywood. Tak po prostu. Czy teraz, czy kiedyś – to się okaże w najbliższych miesiącach, a wynik strajku scenarzystów może mieć w tej sprawie kluczowe znaczenie. I choć nie raz, nie dwa uśmiechnąłem się pod nosem, widząc tabliczki protestujących o treści: „AI nigdy nie kochało” albo „Alexa nas nie zastąpi” (bo umówmy się, nie do tego „bytu” powinni oni kierować swoje pretensje, a do kasiastych garniturów zwanych producentami i prezesami), to od razu mina potrafi mi zrzednąć, kiedy przypominam sobie, o co toczy się gra w wymiarze długofalowym. O coś więcej niż garść banknotów czy nazwisko napisane wytłuszczonym fontem w napisach końcowych – bo o człowieka. I o jego rolę w społeczeństwie czyhającej za rogiem przyszłości.

Karol Laska

Karol Laska

Swoją żurnalistyczną przygodę rozpoczął na osobistym blogu, którego nazwy już nie warto przytaczać. Następnie interpretował irańskie dramaty i Jokera, pisząc dla świętej pamięci Fali Kina. Dziennikarskie kompetencje uzasadnia ukończeniem filmoznawstwa na UJ, ale pracę dyplomową napisał stricte groznawczą. W GOL-u działa od marca 2020 roku, na początku skrobał na potęgę o kinematografii, następnie wbił do newsroomu, a w pewnym momencie stał się człowiekiem od wszystkiego. Aktualnie redaguje i tworzy treści w dziale publicystyki. Od lat męczy najdziwniejsze „indyki” i ogląda arthouse’owe filmy – ubóstwia surrealizm i postmodernizm. Docenia siłę absurdu. Pewnie dlatego zdecydował się przez 2 lata biegać na B-klasowych boiskach jako sędzia piłkarski (z marnym skutkiem). Przesadnie filozofuje, więc uważajcie na jego teksty.

George Lucas pokochał jeden z nowych filmów Star Wars. Scenarzysta wspomina rozmowę z filmowcem

George Lucas pokochał jeden z nowych filmów Star Wars. Scenarzysta wspomina rozmowę z filmowcem

Obcy 3 to legendarna porażka; pokazujemy, że mógł wyglądać zupełnie inaczej

Obcy 3 to legendarna porażka; pokazujemy, że mógł wyglądać zupełnie inaczej

2. sezon Andora nie powtórzy błędu The Mandalorian

2. sezon Andora nie powtórzy błędu The Mandalorian

„Myślisz, że zatrudnią Luke’a Skywalkera jako Jokera?” Hamill spodziewał się ostrej reakcji fanów

„Myślisz, że zatrudnią Luke’a Skywalkera jako Jokera?” Hamill spodziewał się ostrej reakcji fanów

Spider-Man: Across the Spider-Verse - czy jest scena po napisach?

Spider-Man: Across the Spider-Verse - czy jest scena po napisach?