Głupie slashery stały się mądrzejsze, niż sądzicie

Slashery powstały pod koniec lat 60., choć niektórzy uważają, że ich źródłem jest powieść Agathy Christie napisana w 1939 roku. Dziś uwielbiamy wracać do tego, co nas kiedyś straszyło. Tyle że to nie są już te same głupiutkie filmiki, które znamy.

nasze opinie
Marek Jura 31 października 2022
10
Źrodło fot. Universal Pictures
i

Lata temu większość widzów (w dużej części młodszych, niż wskazywałyby formalne ograniczenia wiekowe w kinach) spodziewała się po slasherach po prostu flaków, przerwanej w połowie teen dramy, rozmazanej na ścianach krwi i poczucia nieprzewidywalności. Tego oczywiście być nie mogło, nie w dawniejszych czasach. Wtedy slashery były jeszcze po prostu głupie (z pewnymi wyjątkami, pod które podwaliny kładł np. John Carpenter). Dowcip polega na tym, że jeśli dziś chcemy sięgnąć po taki festiwal przemocy, to możemy się zaskoczyć. Durne filmy niespodziewanie zmądrzały. A może to był bardziej złożony proces?

Głupie slashery stały się mądrzejsze, niż sądzicie - ilustracja #1

John Carpenter urodził się w 1948 roku, a od 2010 nie staje już za kamerą (wtedy to nakręcił Oddział). Reżyser święcił triumfy w latach 70. i 80. – wtedy to tworzył swoje sztandarowe slashery oraz bardziej klasyczne horrory, takie jak: Ktoś mnie obserwuje, Halloween, W paszczy szaleństwa, Coś, Książę ciemności, Christine i Ucieczka z Nowego Jorku.

Paradoks slasherów – bohaterów zachowujących się jak dzieci mogą oglądać tylko dorośli

Najpierw zawsze ginęło zwierzę. Potem pojawiała się legenda, o której ktoś słyszał. Część dzieciaków wierzyła, część nie, a największy sceptyk i osiłek (czasami była to ta sama osoba) ginęli najszybciej. Potem przychodziła kolej na następne ofiary – najładniejszą dziewczynę w szkole (koniecznie z okropnym charakterem) i bezbarwnego przyjaciela nieśmiałego chłopaka. Nieśmiały chłopak czasami przeżywał, a czasami nie, ratując w ostatniej chwili inną dziewczynę – niepozorną. Od tej chwili stawała się ona „final girl”, a więc ostatnią z ocalałych. Final girl nigdy nie przegrywała i musiała zabić (przynajmniej dwa razy) mordercę, który okazywał się jej nieżyjącym bratem bliźniakiem, matką, babką, wujkiem, nauczycielem tańca lub kimkolwiek, z kim łączyły ją więzy pokrewieństwa lub zawodowe. Po kilku latach wracała do siebie, gotowa wraz z nowymi przyjaciółmi na kolejne starcie z zabójcą.

Głupie slashery stały się mądrzejsze, niż sądzicie - ilustracja #2
Nightmare on Elm Street 3: Dream Warriors, reż. Chuck Russell, New Line Cinema 1987

Carpenter eksperymentował z estetyką, dodatkowo wprowadzając dialogi rzucające cień podejrzenia, że wszystko może być halucynacją. Wes Craven bawił się konwencją snu i jawy, a Sam Raimi, na długo przed tym, nim został ulubieńcem fanów pajączków, w swoim Martwym złu zastosował campową stylistykę i przełamywał czwartą ścianę, co wówczas nie wszyscy widzowie jeszcze zauważyli.

Głupie slashery stały się mądrzejsze, niż sądzicie - ilustracja #3

Wes Craven żył w latach 1939–2015. Nie obejrzał więc niestety najnowszego filmowego Krzyku. Zdążył jednak pracować jako jeden z producentów serialu o tym samym tytule. Na początku kariery nakręcił genialne Ostatni dom po lewej i Wzgórza mają oczy, by potem oczarować świat niekończącymi się przygodami Freddy’ego Kruegera z Koszmaru z ulicy Wiązów. Ale Craven nie ugrzęzł technicznie i ideowo w latach 70. Stworzył jeszcze serial Strefa mroku (1985), Krzyk (1996), Przeklętą (2005) i Zbaw mnie ode złego (2010). Szkoda, że nie żył wystarczająco długo, by wykreować jeszcze kilka marek.

Koniec lat 80. uwydatnił problemy slasherów. Widzowie oglądali już tylko coraz bardziej abstrakcyjne kontynuacje, nowe produkcje bowiem przestały już nawet udawać, że silą się na nieprzewidywalność. Cały gatunek powoli odchodził zresztą do lamusa jako relikt, zdawałoby się, innej epoki w dziejach kina.

W połowie lat 90. Wes Craven powrócił z rewolucyjnym Krzykiem wyśmiewającym wszystko to, co wcześniej nakręcono w gatunku. Jego bohaterowie albo trzymali się najprostszych zasad, albo ginęli szybko i efektownie. Zaczęły się pojawiać produkcje niezależne, kompletnie ignorujące niepisane zasady gatunku. Ich bohaterowie nie byli już tacy głupi. Wciąż wprawdzie przestrzegali niepisanego wzorca – nigdy nie wyjeżdżali zawczasu zbyt daleko i rzadko sprowadzali policyjnych specjalistów z prawdziwego zdarzenia. Ale widz mógł już poczuć się zaskoczony. Jeśli filmy lat 70. i 80. były slasherowymi dziećmi, to kolejne Krzyki można nazwać branżowymi nastolatkami. Obok nich ukazywały się tak samo bawiące się konwencją Ulice strachu (1998), Koszmar minionego lata (1997), utrzymany w podobnym tonie Oszukać przeznaczenie (2000) i Walentynki (2001).

Trudne dorastanie slasherów

Ale z biegiem lat widzowie zaczęli przyzwyczajać się także do slasherów samoświadomych. Trzeba więc było nakręcić takie, które są – uwaga! – świadome własnej samoświadomości. Scenarzyści musieli być niemal tak czujni jak ich ofiary i często tworzyć sceny w kilkunastu różnych wersjach, po czym sprawdzać, która z nich jest najmniej przewidywalna dla filmowego wyjadacza.

Głupie slashery stały się mądrzejsze, niż sądzicie - ilustracja #4
Scream, reż. Matt Bettinelli-Olpin, SpyGlass Media Group, 2022

Ci ostatni stali się też zresztą obiektem żartów twórców – wszystkowiedzący, rzucający do siedzących za nimi w kinie nieznajomych „Wiedziałem, że tak będzie” i uśmiechający się nawet wówczas, gdy ze strachu doznali nagłego nietrzymania moczu. Twórcy musieli sobie z nimi poradzić, więc zaczęli tworzyć seriale śmiejące się z siebie samych i symbolicznie mówiące „Wiedziałem, że tak będzie”, jeszcze zanim kinowi znawcy zdążyli to obwieścić innym.

Era starych slasherów jechała już na ostatnich oparach. Ostatni Piątek, trzynastego ukazał się w 2009 roku. Freddy Krueger „dożył” remake’u z 2010 roku. Nawet rewolucyjne na przełomie wieków serie Oszukać przeznaczenie i Koszmar minionego lata nie doczekały ery mediów społecznościowych – pierwsza seria zakończyła się w 2006 roku, druga – pięć lat później. Remake Martwego zła, choć zachwycający wizualnie, nie rozbił banku. Coś się skończyło.

Gatunek podzielił się na dwie przeplatające się niekiedy ze sobą części – pozbawione nadziei, niezwykle krwawe historii z morałem oraz metaslashery, takie jak na przykład tegoroczny Krzyk, zaskakujący niemal na każdym poziomie, sprawdzający się jako techniczny ideał, wzorcowy w dawkowaniu napięcia i pozbawianiu ofiar życia. Nie jestem pewien, czy da się wymyślić coś jeszcze bardziej zaskakującego, jeszcze bardziej przełamującego gatunkowe normy, a jednocześnie czerpiącego z nich.

Ale cofnijmy się jeszcze o kilka lat. Rok 2007 zapoczątkował nową erę slasherów francuskich – niewyobrażalnie brutalnych, nawet jak na standardy z lat 70., a przy tym nieoczywistych i niepozbawionych drugiego dna. Dwaj Francuzi nakręcili Najście – tytuł tak brutalny, że wycięcie gałki ocznej na żywca mogłoby służyć za prolog. Dość powiedzieć, że w końcowej scenie morderczyni wycina z brzucha (całkiem dosłownie) dziecko napadniętej. Przecina skórę, tętnice, jelita, a wszystko to sprawia jej przyjemność. Potem odbiera żywe jeszcze dziecko z rąk umierającej matki (w sumie to dziwne, że kobieta wytrzymała tak długo).

Głupie slashery stały się mądrzejsze, niż sądzicie - ilustracja #5

Mimi Cave stworzyła w 2022 roku czerpiący (szczególnie pod koniec) niezwykle dużo ze specyfiki gatunku film o bogatym kanibalu. Oprawca bez żadnych wyrzutów sumienia wrzucał swoje ofiary do zamkniętych pokoi i po kolei wykrawał z nich kawałki ciała tak, by mięsa wystarczyło na jak najdłużej. Takie świeże podejście do tematu po prostu musiało się nazywać Fresh.

O zabijaniu się Francuzi wiedzą najwięcej

W 2008 pojawiają się aż dwa oryginalne slashery. Pierwszy z nich to Martyrs. Skazani na strach Pascala Laugiera, gdzie nie było żadnej litości, szczęśliwego końca ani nawet puenty. To nieprawdopodobnie krwawa jatka, choć z morałem. Oprawcy oczekiwali, że dowiedzą się czegoś, co zmieni ludzkość. Tymczasem nie dowiadują się niczego, a obiekt ich badań w końcu umiera.

W tym samym roku premierę zalicza Martwa dziewczyna – brutalny pod każdy względem film, w którym nastolatkowie odkrywają nieumarłą dziewczynę przywiązaną do stołu w odludnym miejscu. Niby nie tak przesiąknięci złem młodzi ludzie przekraczają kolejne granice – bawią się z nią, żartują, dotykają, wreszcie gwałcą i okaleczają jeszcze bardziej. Udaje im się przekonać samych siebie, że jest tylko przedmiotem, psującą się zabawką. Oczywiście film na tym się nie kończy. Zemsta na oprawcach jest naprawdę krwawa.

Halloween się kończy – czy przy takim tytule na długo zapamiętamy powracającego Myersa?

Halloween z 2021 roku wydawał się zatrzymać gdzieś pośrodku. To takie powoli dorastające dziecko slasherów, wyglądające przy Krzyku jak młodszy brat, ale wciąż wyraźnie górujące nad nowym Koszmarem i Jasonem. Halloween. Finał również reżyseruje David Gordon Green, obiecujący jednak, że nieścisłości logicznych pojawiających się w drugiej części jego trylogii będzie mniej. Czy to coś da? Widzowie z USA mogli się o tym przekonać już dawno, widzowie z Polski też już powoli je trawią i chyba nie są zachwyceni. Ale kto wie, pierwsze oceny mogą przecież mylić.

Czy właśnie te dwa podgatunki – niszowe kino beznadziejnego wywijania narzędziem zbrodni oraz cholernie inteligentny model kina amerykańskiego – połączy Halloween II? Jeżeli tak się stanie, to po zdumiewająco samoświadomym Krzyku i niepozbawionych sensu Martyrsach jedno może być pewne – ten slasher będzie inteligentniejszy od nas samych (choć jak na razie recenzje nie nastrajają pozytywnie).

OD AUTORA

Jeszcze do niedawna od slasherów trzymałem się z daleka. Co prawda wiedziałem, kto to Freddy Krueger i Jason Voorhees, ale nie czułem, by był to gatunek, który mnie jara. Zmieniło się to dopiero za sprawą piątego Krzyku. Dzięki temu zyskałem motywację, by odtworzyć sobie wszystkie filmy także innych serii. Nie żeby Krzyk 5 wciąż nie wydawał mi się najlepszy, ale chyba już rozumiem, co można widzieć w zamaskowanym mordercy i grupie oczekujących na kolejną rzeź młodych ludzi.

Marek Jura

Marek Jura

W 2016 ukończył filologię na UAM-ie. Od tamtej pory recenzuje dla GRYOnline.pl prozę, poezję, filmy, seriale oraz gry wideo. Pierwsze kroki w branży dziennikarskiej stawiał zaś jako newsman w lokalnym brukowcu. Prowadził własną firmę – projektował, składał, testował i sprzedawał planszówki. Opublikował kilka opowiadań, a także przygotowuje swój debiutancki tom wierszy. Trenuje sporty walki. Feminista, weganin, fan ananasa na pizzy, kociarz, nie lubi Bethesdy i Amazona, lubi Lovecrafta, Agentów TARCZY, P:T, Beksińskiego, Hollow Knigt, performance, sztukę abstrakcyjną, mody do gier i pierogi.

Gdzie kręcono The Walking Dead: The Ones Who Live? Oto filmowe lokacje spin-offu

Gdzie kręcono The Walking Dead: The Ones Who Live? Oto filmowe lokacje spin-offu

Argylle. Tajny szpieg - recenzja. Oto komedia szpiegowska, która zamęczy Cię zwrotami akcji

Argylle. Tajny szpieg - recenzja. Oto komedia szpiegowska, która zamęczy Cię zwrotami akcji

Cel uświęca środki? Tych decyzji dla dobra filmu reżyserzy się wstydzą, a przynajmniej powinni

Cel uświęca środki? Tych decyzji dla dobra filmu reżyserzy się wstydzą, a przynajmniej powinni

Czarne komedie, które bardziej niepokoją, niż śmieszą

Czarne komedie, które bardziej niepokoją, niż śmieszą

Obsesja - recenzja. Ten film jest chory! Tak toksycznej bohaterki dawno nie widziałem

Obsesja - recenzja. Ten film jest chory! Tak toksycznej bohaterki dawno nie widziałem