Bogdan Boner: Egzorcysta robi to, co zawsze - odlatuje w absurd i parodię

Nowy sezon Bogdana Bonera: Egzorcysty w końcu jest dostępny na Netfliksie. Fani Bartosza Walaszka z pewnością będą zadowoleni, ponieważ co prawda nie jest dobrze, ani nie jest też źle. Jak zawsze: jest średnio.

nasze opinie
Zbigniew Woźnicki 2 listopada 2023
4
Źrodło fot. Bogdan Boner: Egzorcysta; Bartosz Walaszek; Netflix; 2021
i

Wszyscy, którzy czekali lub nie czekali, mogą świętować, ponieważ na Netfliksa trafił nowy sezon Bogdana Bonera: Egzorcysty. Wszystkie duchy, demony, nieumarli i alkohole wysokoprocentowe mogą drżeć ze strachu, ponieważ Boner z pewnością trafi jednym na dziesięć pocisków. Nowa seria pokazuje również, że Bartosz Walaszek jest nie tylko przeciętnym twórcą, ale i kiepskim poliglotą.

Z jednej strony czwarty sezon Bogdana Bonera: Egzorcysty niczym nie odstaje od poprzednich serii. Jest podobnie absurdalnie, wulgarnie i krwawo w najbardziej karykaturalny możliwy sposób. Z drugiej – wprowadza nowe elementy i pierwszy raz w historii stawia tak mocno na seryjność kolejnych epizodów oraz ciągłość pewnych wątków na przestrzeni całego sezonu.

To także pewien symbol, ponieważ tworzona ekskluzywnie dla Netfliksa produkcja wyprzedziła w liczbie sezonów poprzednią serię z Showmaxa. Walaszkowi udaje się więc utrzymać widzów, bo trzeba pamiętać, że Netflix z chęcią kasuje seriale, które przestają utrzymywać stałą widownię.

Bogdan Boner: Egzorcysta to serial odwalony na 30%

U swoich podstaw czwarty sezon Bogdana Bonera: Egzorcysty nie jest żadną rewolucją lub wynalezieniem święceń kapłańskich na nowo. Bartosz Walaszek robi, to co umie najprzeciętniej, a ja, odpalając produkcję, nie doznałem jakiegoś wielkiego szoku. To oczywiście bardzo duża zaleta, ponieważ poprzednie sezony serialu przypadły mi do gustu i oczekiwałem, że zobaczę znowu to samo.

Więc, jak można się spodziewać, Bogdan Boner (Bartosz Walaszek), Marcinek (Bartosz Walaszek) oraz Domino (Bartosz Walaszek) stają naprzeciw paranormalnym i magicznym zdarzeniom. Czasem sytuacje są oczywiście wspomagane pewnego rodzaju używkami, ale to tylko drobny szczegół. Grunt, że w ciągu każdego z kilkunastominutowych epizodów coś się dzieje.

Bogdan Boner: Egzorcysta robi to, co zawsze - odlatuje w absurd i parodię - ilustracja #1
Bogdan Boner: Egzorcysta; Bartosz Walaszek; Netflix; 2021

Dzięki temu Bogdan Boner: Egzorcysta ponownie jest produkcją, którą bardzo dobrze ogląda się w pośpiechu. Ja nawet nie zauważyłem, gdzie podziewały się kolejne minuty, ponieważ w takim tempie chłonąłem produkt autorstwa Bartosza Walaszka. Czwarty sezon z jednej strony jest tym samym, co znałem wcześniej, ale jednocześnie wprowadza coś całkowicie nowego.

Tylko cztery odcinki ze wszystkich wspomnianych trzynastu, są indywidualnymi rozdziałami. Pozostałe dziewięć to krótkie serie składające się z trzech lub dwóch odcinków prezentujących dłuższą historię. Równocześnie cały sezon jest luźno połączony ze sobą pewnymi elementami, czego w przeszłości nie było w serialu. Przez to serio jest bardziej „netfliksowa”, przypominająca to, do czego mogły przyzwyczaić produkcje tworzone specjalnie dla streamingu.

Stare, nowe i eksperymentalne egzorcyzmy Bogdana Bonera

Poprzez wspomniany powyżej zabieg otrzymaliśmy większe historie. To oczywiście zostało zrobione kosztem pojedynczych epizodów, z których kiedyś każdy skupiał się na pomniejszym przypadku opętania lub ataku demonów. Tego w czwartym sezonie Bogdana Bonera: Egzorcysty jest zdecydowanie mniej, i to już indywidualnie trzeba ocenić, czy to dobrze, czy źle. W mojej opinii: wszystko jedno.

Ponieważ produkcja nie traci swojego w ducha w żadnym stopniu. Pomimo wpakowania znacznie dłuższych wątków wszystko opiera się na tym samym i wykorzystuje znane wcześniej zabiegi. Dlatego znowu będą kwestie skąpstwa Bonera oraz tego, jak to nie płaci swoim pracownikom, będzie pudłowanie przy każdym strzale i będzie wzajemne obrażanie się i wyrywanie kończyn.

Chyba największą nowością w serialu jest delikatne powiązanie pomiędzy dosłownie wszystkimi epizodami nowego sezonu. Ksiądz Natan doświadcza niesamowitej transformacji, która będzie się przewijała przez cały sezon. Oprócz tego w serialu pojawią się tajemnicza egzorcystka z szeptuchą, które swoje debiuty mają w odcinkach przedstawiających indywidualne historie, ale kobiety mają swój udział i w późniejszych historiach.

Może mam słabą pamięć, ale nie pamiętam, żeby wcześniej coś takiego pojawiało się w produkcji Walaszka. Nie mogło zabraknąć przebijania czwartej ściany w postaci nawiązania do starego kilkunastoletniego nagrania z polskiego YouTube’a oraz przedstawienia historii, skąd zespół Ajronwejder wziął swój Metalomobil, o którym śpiewał niecały rok temu.

Najlepszy jest początek

Na przestrzeni całego sezonu zdecydowanie najlepszy jest sam początek. W ciągu pierwszych trzech epizodów główni bohaterowie wyruszają z papieżem na poszukiwanie fontanny młodości, czym sam serial był reklamowany. Papież oczywiście zakłada swoje dresy i jest gotowy walczyć z każdym na pięści, a jego uliczny styl nie zawodzi, gdy jest taka potrzeba.

Poszukiwania zaprowadzają ekipę na Bliski Wschód, i to ten motyw sprawia, że sezon zyskuje na starcie. Niby to nic, ale miejscowi porozumiewają się zmyślonym dialektem arabskim, który jest na bieżąco tłumaczony dla widza lub przez translator w telefonie. Nie wiem dlaczego, ale mnie takie interakcje najbardziej rozbawiły (nie licząc końcówki sezonu z ligą MMA).

Dla mnie to był nowy poziom absurdu i pewnej bezsensowności. Postacie mogły normalnie mówić po polsku, ale zmyślona mowa niby dodawała realizmu, jednocześnie go odbierając. W końcu domyślamy się, że te słowa nie mają żadnego sensu, niczym francuski pewnego znanego polskiego rapera.

Czwarty sezon Bogdana Bonera: Egzorcysty pokazuje, że Bartosz Walaszek wie, co robić. Przynajmniej w przypadku tego uniwersum. Niestety serial ma również jedną dosyć sporą wadę, ponieważ w żaden sposób nie zdradza, kiedy pojawi się nowy Kapitan Bomba. Być może sprzedaż praw za skrzynkę mocniejszego napoju wydawała się kiedyś dobrą umową, ale przydałoby się w końcu je odzyskać.

ZASŁUŻONA OCENA: MOCNE 30%

NASZA OCENA: 9/10

Zbigniew Woźnicki

Zbigniew Woźnicki

Przygodę z publicystyką i pisaniem zaczął w serwisie Allegro, gdzie publikował newsy związane z grami, technologią oraz mediami społecznościowymi. Wkrótce zawitał na GRYOnline.pl i Filmomaniaka, pisząc o nowościach związanych z branżą filmową. Mimo związku z serialami, jego serce należy do gier wszelakiego typu. Żaden gatunek mu nie straszny, a przygoda z Tibią nauczyła go, że niebo i muzyka w grach są całkowicie zbędne. Przed laty dzielił się swoimi doświadczeniami, moderując forum mmorpg.org.pl. Uwielbia ponarzekać, ale oczywiście konstruktywnie i z umiarem. Na forum pisze pod ksywką Canaton.

„Czuję się jak idiota”. Eddie Murphy wciąż żałuje, że odrzucił jeden z największych hitów lat 80

„Czuję się jak idiota”. Eddie Murphy wciąż żałuje, że odrzucił jeden z największych hitów lat 80

Nowy film sci-fi z Jennifer Lopez mimo kiepskich recenzji na Rotten Tomatoes został numerem 1 na Netflixie

Nowy film sci-fi z Jennifer Lopez mimo kiepskich recenzji na Rotten Tomatoes został numerem 1 na Netflixie

Czy Strefa interesów jest na Netflixie? Gdzie obejrzeć oscarową produkcję wojenną?

Czy Strefa interesów jest na Netflixie? Gdzie obejrzeć oscarową produkcję wojenną?

W Stranger Things 5 powróci upiorna lokacja znana z poprzedniego sezonu. To miejsce ważne dla historii Vecny

W Stranger Things 5 powróci upiorna lokacja znana z poprzedniego sezonu. To miejsce ważne dla historii Vecny

Czy Mów do mnie jest na Netflixie? Wiemy, gdzie obejrzeć głośny horror nakręcony przez youtuberów

Czy Mów do mnie jest na Netflixie? Wiemy, gdzie obejrzeć głośny horror nakręcony przez youtuberów